Image default
Felietony Polityka Ze Świata

Wolność, równość… burzliwość

Według często przytaczanej anegdoty, chociaż historycznie nie potwierdzonej, w latach 70. XX w. premier Chin Zhou Enlai na pytanie o ocenę rewolucji francuskiej odparł z typowym dla Chińczyków postrzeganiem czasu: „Jest jeszcze za wcześnie, aby to oceniać”. Spoglądając na sytuację społeczną we Francji, która od późnej jesieni 2018 r. jest szczególnie napięta, wydaje się, że po pięćdziesięciu latach ów bon mot nic nie stracił na aktualności.

 

Nie należy jednak dopatrywać się tutaj jakiejś ciągłości. Nie ma co też porównywać 1789 r. z 2019 r., nawet jeśli czasem media chętnie przedstawiają żółte kamizelki jako nowych sankiulotów. Również sporadyczne aluzje do 1968 r. nie trafiają w sedno sprawy. Spór o podatek od paliwa, który wywołał falę protestów, w obliczu fundamentalnej reformy francuskiego systemu emerytalnego został niemal zapomniany. Coś innego stanowi teraz kość niezgody, jednakże od ponad roku mobilizacja na ulicach wcale nie osłabła, lecz doprowadziła do jeszcze większych strajków, jakich kraj nie widział od lat 90. Wszystko to są jednak objawy trwającego od dawna i fermentującego kryzysu, który w maju 2017 r. pomógł wprawdzie Emmanuelowi Macronowi wygrać wybory, ale jednocześnie obdarował go najtrudniejszą od pięćdziesięciu lat prezydenturą Piątej Republiki. Problemy we Francji, które – formułując bardzo ogólnie – dotyczą podstawowych stosunków i równowagi sił między państwem, gospodarką i społeczeństwem, od wielu lat negatywnie wpływają na republikańskie idee: „Wolność, Równość, Braterstwo”. Jednakże teraz potrzeba reform nasiliła się z powodu trzech ważnych czynników.

 

Po pierwsze, można zaobserwować kryzys demokracji przedstawicielskiej jako modelu organizacji politycznej, który wprawdzie ogarnął nie tylko Francję, ale tam jest szczególnie wyraźny. W ciągu ostatnich trzydziestu lat wiodące partie republikańskie na lewicy i prawicy tendencyjnie traciły głosy na rzecz ekstremistów, czy to na rzecz różnych ugrupowań skrajnie lewicowych, czy też przede wszystkich na rzecz skrajnie prawicowego Frontu Narodowego (od czerwca 2018 roku przemianowanego na Zjednoczenie NarodoweRN). Temu ostatniemu udało się nawet podwoić swój elektorat w okresie między dwoma wyborami prezydenckimi, w których za każdym razem docierał do drugiej tury (2002 r.  – ok. 5,5 mln; 2017 r. – 11 mln). Emmanuel Macron odniósł sukces jako liberalna alternatywa dla duopolu centrolewicy i centroprawicy. Jego piorunująca kampania wyborcza najpierw poważnie osłabiła Partię Socjalistyczną (PS), która osiągnęła najgorszy wynik w okresie powojennym. Natomiast w kolejnych wyborach parlamentarnych po prawej stronie politycznego spektrum porażkę ponieśli Republikanie (LR). Ruch Macrona La République en marche (LREM) zmienił się w partię i od tej pory miał tylko jednego poważnego konkurenta politycznego i przeciwnika: Marine Le Pen i jej Zjednoczenie Narodowe.

 

Kryzys jednak się nie skończył, zwłaszcza, że sukces wyborczy Macrona tylko częściowo świadczył o jego faktycznej reprezentatywności politycznej, ponieważ część głosów, które mu przypadły, zostały oddane przeciwko Le Pen, a nie na niego. Nowo wybrany prezydent już w pierwszych tygodniach i miesiącach rozpoczął ambitny kurs reform, który – chociażby ze względu na swoje tempo – rozsierdził całe grupy francuskiego społeczeństwa, a przede wszystkim wyborców z kręgów lewicowych. W tym miejscu pojawia się też drugi czynnik, który przyczynił się do pogorszenia sytuacji we Francji: nie tylko partie polityczne, ale i związki zawodowe nie były przygotowane na wybuch niezadowolenia społecznego, którego symbolem szybko stały się żółte kamizelki. Związki zawodowe, które w kraju nadal są bardzo wpływowe, choć liczba członków wciąż spada i dziś reprezentują średnio tylko jednego na dziesięciu pracowników, okazały się niezdolne do wpływania na wydarzenia i działania jako rzecznik żądań niezadowolonych obywateli. Żółte kamizelki organizowały się samodzielnie, wykorzystując przeważnie media społecznościowe, nie miały żadnej hierarchii i przez długi okres nie miały jasno określonych przedstawicieli. Powszechna Konfederacja Pracy (CGT), o której do tej pory zawsze było głośno (teraz znowu daje o sobie znać w związku z reformą emerytalną), przez prawie rok pozostawała w tyle za spontanicznym ruchem, podobnie jak lewicowa partia France Insoumise (“Francja Niepokorna”, FI).

 

Po trzecie, wydaje się, że wzrosła również nieufność do mediów. Paradoksalnie nie wyraża się to jednak w większej wrażliwości i czujności wobec fake newsów, ale raczej w tym, że we francuskiej opinii publicznej to właśnie telewizja i media drukowane, które są postrzegane jako tak zwany mainstream, nie stanowią już jedynego cennego źródła informacji, ale często są ostro krytykowane. Zarzuca się im, iż tak skoordynowały swoje działania, że między nimi nie istnieją już prawie żadne różnice. Z drugiej strony coraz większą popularnością cieszą się alternatywne treści medialne (z teoriami spiskowymi włącznie). Faktycznie trzeba przyznać, że różnice ideologiczne choćby między głównymi francuskimi dziennikami zatarły się do tego stopnia, że na przykład wiodący na rynku lewicowo-liberalny Le Monde jest czasami dość bliski równie ważnemu, konserwatywnemu Le Figaro, nawet w kwestiach społeczno-politycznych.

 

To potrójne przeciążenie, które dotyczy partii politycznych, związków zawodowych i krajobrazu medialnego jako sensorów i mediatorów wrażliwości społecznej Francuzów stanowi zatem ważną cechę obecnego status quo. Niepowodzenie lub kryzys legitymizacji najważniejszych tradycyjnych podmiotów życia publicznego i komunikacji społecznej we Francji nastąpił zatem w czasie, gdy społeczeństwo francuskie – zwłaszcza szeroko rozumiana klasa średnia – przechodziło przez fazę zbiorowego braku bezpieczeństwa, którego źródłem jest szereg czynników: rosnąca nierówność społeczna; potrzeba zreformowania rynku pracy, systemu opieki zdrowotnej i systemu emerytalnego; kwestionowanie wartości republikańskiej wspólnoty przez problemy integracyjne części ludności o pochodzeniu migracyjnym; podsycana przez powtarzające się ataki terrorystyczne atmosfera podejrzeń. Jednakże badania pokazują, że szczególnie mocno rozpowszechniony jest strach przed upadkiem społecznym. Dotyczy to zarówno oceny własnej sytuacji społeczno-ekonomicznej, jak i obawy, że negatywny trend utrzyma się w perspektywie kolejnych pokoleń: w ocenie wielu obywateli przysłowiowa francuska l’ascenseur social („winda społeczna”) zatrzymała się; dzieciom i wnukom nie będzie w przyszłości tak dobrze, jak niegdyś ich rodzicom i dziadkom.

 

Taka konstelacja społeczna powoduje, że wyborcy stawiają wysokie wymagania politykowi, który deklaruje się jako alternatywa wobec poprzednich struktur. Fascynacja wielkim mężem stanu, któremu uda się uratować sytuację, istnieje we Francji już od czasów rewolucji i sięga od Napoleona do de Gaulle’a. W warunkach ustroju demokratycznego de Gaulle był ostatnim „bohaterem”, który – pozostając w tradycji cezaryzmu – miał za sobą karierę wojskową. Uchwalając konstytucję Piątej Republiki zmodyfikował on w 1958 r. system, w którym rola prezydenta zyskała iście neomonarchiczny charakter, mimo dobrze funkcjonującego podziału i równowagi władz. Jednakże ta najbardziej charyzmatyczna ze wszystkich funkcji w państwie francuskim z powodu jej bezpośredniego związku z narodem jest do dziś najbardziej niestabilna ze względu na (nie)popularność polityka piastującego to stanowisko. Francuscy wyborcy często dają wyraz dezaprobaty – najlepiej na ulicy – wobec tej osoby, której niedawno udzielili poparcia przy urnach wyborczych. Dzieje się tak nawet wtedy, gdy głowa państwa stara się wiernie realizować swój program wyborczy, w czym Macron na tle swoich wielu poprzedników wyróżnia się dość pozytywnie; w końcu były prezydent Jacques Chirac (1995-2007), który zmarł w ubiegłym roku, stwierdził w 1988 r. – wtedy jeszcze jako premier – że obietnice wyborcze obowiązują tylko tych, którzy w nie wierzą…

 

O reformie systemu emerytalnego przewidzianej przez obecny rząd francuski powiedziano już wiele. Nie trzeba wdawać się w walki uliczne i klasowe, aby projekt ten krytykować pod względem formy i treści i trzeba przyznać, że ma poważne niedociągnięcia na poziomie samej komunikacji. Jednak bezspornym pozostaje fakt, że jednym z celów reformy jest uczynienie systemu bardziej przejrzystym i zniesienie specjalnych przepisów, których zasadność faktycznie powinna zostać poddana dyskusji. Istnienie czterdziestu dwóch (!) różnych funduszy emerytalnych i tuzina specjalnych regulacji dla niektórych grup zawodowych świadczy niejako o trwałości korporacyjnego sposobu myślenia, który częściowo przetrwał rewolucję (lub rewolucje), a także przyczynia się do budowania nastroju nieufności w społeczeństwie francuskim. Czy to możliwe, że Germaine de Staël-Holstein – być może najbardziej elokwentna przeciwniczka Napoleona – miała rację? W publikowanych pośmiertnie wspomnieniach sprzed dwustu lat dosadnie wyraziła się o swoich rodakach:

„Wszystko, co odróżnia jedną osobę od drugiej, jest szczególnie miłe dla Francuzów; żaden inny naród nie jest mniej odpowiedni dla równości; proklamowali ją tylko po to, by zająć miejsce dotychczasowych przełożonych: chodziło im jedynie o to, aby zastąpić jedną nierówność inną”.

 

Niemniej jednak należy żywić nadzieję, że Francja, jako naród polityczny par excellence, będzie nadal wymyślać siebie na nowo – tak jak to czyni od ponad dwóch stuleci – aby wciąż zbliżać się do ideału swojego hasła „Wolność, równość, braterstwo”. Jak widać, po raz kolejny nie obędzie się bez „ataków gorączki”, jak francuski historyk Michel Winock nazwał kiedyś powtarzające się zrywy rewolucyjne w nowożytnej Francji. Wspominając natomiast enigmatyczny cytat Zhou Enlai’a, to w obliczu braku dowodów historycznych, przynajmniej jedno jest pewne: jeśli nie jest on prawdziwy, to jest dobrze wymyślony.

Przetłumaczył Konrad Miller

Dr hab. Pierre-Frédéric Weber jest historykiem i politologiem, wykłada na Uniwersytecie Szczecińskim. W swojej najnowszej publikacji rozprawia się z fenomenem strachu przed Niemcami w Europie po 1945 r. („Timor Teutonorum”)

Powiązane tematycznie

Groźny precedens

Redakcja

Gdańsk: Sytuacja osób niepełnosprawnych w obliczu koronawirusa

Redakcja

Mayflower. Z Gdańska na Atlantyk

Marek Grzybowski

Dodaj komentarz

avatar
400
  Subscribe  
Powiadom o

Wykorzystujemy pliki cookies do prawidłowego działania serwisu, aby oferować funkcje społecznościowe, analizować ruch na portalu i prowadzić działania marketingowe. Więcej informacji znajdziesz w polityce prywatności. Czy zgadzasz się na wykorzystywanie plików cookies? Akceptuję Wyjaśnienie