Na zdrowie Redakcja poleca Wersje i kontrowersje Za miedzą

Szpitale marszałka w długach. Prezesi spółek szpitalnych krezusami

Aleksandra Dulkiewicz (prezydent Gdańska), Mieczysław Struk (marszałek woj. pomorskiego), Dariusz Kostrzewa (prezes zarządu Copernicus Podmiot Leczniczy)/fot. gdansk.pl

W toku przekształceń podjętych jeszcze za czasów rządów poprzedniej koalicji szpitale zostały przekształcone w spółki prawa handlowego chociaż zdrowie nie jest (teoretycznie) towarem. Szpitale borykają się jednak z zadłużeniem, mimo to zarobki członków zarządów szpitali są wysokie, sięgają nawet po 35 tys. zł, miesięcznie co budzi wątpliwości natury etycznej. Pomorscy politycy PiS apelują o samoograniczenie pensji menadżerskich. Chwalą przy tym sieć szpitali i za przykład podają UCK w Gdańsku.

Poseł Kazimierz Smoliński (PiS) i Jerzy Barzowski, radny wojewódzki i przewodniczący klubu PiS w pomorskim Sejmiku, zwracają uwagę, że prezesi i rady nadzorcze spółek szpitalnych na Pomorzu, biorąc pod uwagę kondycję powierzonych im spółek, są wynagradzani ponad miarę. Choć to prawnie dozwolone. Kwestie systemowych rozwiązań, wraz ze zmianami sposobu finansowania opieki zdrowotnej, zostają na następną kadencję.
– Rozdzieranie szat nad gorszą kondycją finansową szpitali, nad losem pacjentów, przy pobieraniu jednocześnie sutego wynagrodzenia rodzi pytania o priorytety. Czy ważniejszy jest pacjent, czy też zasobność portfela prezesa i dyrektora. Zarządy są wieloosobowe, a do tego doliczam koszt rady nadzorczej co jeszcze zwiększa wydatki na sferę zarządczą. Dochodzimy nawet do miliona złotych w skali roku – powiedział nam poseł Smoliński.

– Gdyby szpitale generowały zyski nie żałowałbym przecież wynagrodzenia za dobrą menadżerską robotę. W obecnej sytuacji warto chyba wprowadzić samoograniczenie – dodaje poseł PiS, jednocześnie przyznając, że to mało realne.

Poseł Smoliński uważa też, że koncepcja sieci szpitali była słuszna, czego dowodem – jego zdaniem – jest przykład UCK.
– Centrum potrafiło wygospodarować środki finansowe na spłatę pożyczki z ARP. W przypadku, gdyby było nadal postępowanie konkursowe, nie byłoby to możliwe. Teraz przy ryczałcie na usługi jest. Procedury są realizowane, a gospodarowanie środkami przyniosło efekt. Szpitale muszą pokazywać z jednej strony wynik finansowy księgowy, a drugi to świadczenie usług leczniczych i amortyzację. Na bieżące potrzeby powinno wystarczyć – mówi Smoliński, dodając, że dobrym rozwiązaniem byłoby powołanie spółek świadczących usługi publiczne, więc nie nastawionej na zysk i nie ma presji upadłości na zarząd.

Przypomnijmy, że to Agencja Rozwoju Przemysłu (ARP) wsparła w 2011 roku restrukturyzację Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego (UCK) Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego 110 mln zł. Pożyczka została właśnie spłacona z 20-miesięcznym wyprzedzeniem.
– Z wieloletniego doświadczenia wiemy, że bardzo dużo zależy tutaj od zaangażowania zarządu, który w przypadku Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego stanął na wysokości zadania, nie bał się niełatwych decyzji i stanowczo dążył do celu, realizując przyjęte założenia. Dlatego możemy mówić o naszym wspólnym sukcesie restrukturyzacyjnym. Korzystają pacjenci – czytamy w komunikacie ARP.

Dyrekcja UCK upatruje sukcesu w konsekwentnie realizowanym planie restrukturyzacyjnym. Od 2012 r. każdorazowo z dodatkowo uzyskanych środków z NFZ-u, tzw. nadwykonań, dokonywanie były wpłaty na rzecz ARP. UCK jest jednym z najnowocześniejszych szpitali w Polsce.
A co z NFZ? PiS w 2014 i w 2015 roku postulowało likwidację funduszu, m.in. w programie i w wystąpieniu ówczesnej premier Beaty Szydło. Teraz się z tego wycofało.
– Nie ma takiego planu, co nie znaczy, że nie szukamy optymalnych rozwiązań. Nie będziemy wszędzie robić rewolucji. Zmiany w służbie zdrowia ewolucyjne zmiany następują. Po wyborach, o ile wyborcy nas wskażą, minister zdrowia i minister finansów będą się przyglądać – mówi Smoliński.

Radny PiS w Sejmiku Jarzy Barzowski od początku krytykował przekształcenia szpitali w spółki uznając, ze to podniesie koszty.
– Dzisiaj mamy wzrost kosztów utrzymania rad nadzorczych i zarządów. To są miliony złotych – mówi radny, dodając, że nie będzie oceniał kompetencji menadżerskich, ale kondycję i stan opieki szpitalnej.

Co ciekawe, podaje, że zbiorcze dane spółek szpitalnych za ub.r. wykazały nieznaczny postęp w 2018 roku, gdyż rok do roku ich dług zmniejszył się o pół miliona złotych. To tyle ile otrzymuje zarząd jednego szpitala przez pół roku.
– Wysokie zarobki są zgodne z prawem ale czy są etyczne? Dyrektorzy zarabiają więcej niż właściciel, czyli marszałek, ale przede wszystkim mam na uwadze los pacjentów. Cóż, w pewnym momencie postawiono: biznes przede wszystkim. Także w zdrowiu. Skoro władza wojewódzka i przepisy pozwalają na windowanie wynagrodzeń to przecież nie będą oni od siebie odpychać tych pieniędzy – dodaje Barzowski, który oczekiwałby jednak pewnych ograniczeń w wydatkach na zarządzanie szpitalami.

Z kolei Urząd Marszałkowski i sam marszałek Mieczysław Struk woli odbijać piłeczkę i wskazywać, że „większym problemem w skali kraju są zarobki prezesów i członków zarządów spółek skarbu państwa”, a Województwo Pomorskie realizuje przepisy Ustawy z dnia 9 czerwca 2016 r. o zasadach kształtowania wynagrodzeń osób kierujących niektórymi spółkami i wskazuje na kontrakty menadżerskie.

W kontekście kampanii wyborczej jednak ochrona zdrowia, nie potrafi „przebić się” do debaty.

Jednak premier Mateusz Morawiecki w trakcie konwencji Prawa i Sprawiedliwości w Lublinie 7 września br. zapowiedział stworzenie funduszu modernizacji placówek służby zdrowia, który ma wynieść „na początek 2 mld złotych”.

Przypomnijmy, że przed trzema miesiącami GG podała, iż prezesi publicznych pomorskich spółek medycznych zarabiają od 11 250 zł do 33 300 zł miesięcznie.

Jak wynika z oświadczeń majątkowych pracowników szpitali przekształconych przez pomorskich polityków Platformy Obywatelskiej w spółki prawa handlowego, ponad 400 tys. złotych zarobiła w ub. roku Jolanta Sobierańska-Grenda, prezes zarządu Szpitali Pomorskich, firmy medycznej należącej do samorządu województwa pomorskiego.

Godziwie są także wynagradzani dwaj pozostali członkowie zarządu gdyńskiego kombinatu szpitalnego. Wiceprezes Andrzej Zieleniewski zarobił w spółce publicznej 281 939 zł, co uzupełnił 93 tys. złotych emerytury, wypracował także 20 tys. złotych podczas dyżurów w Pomorskim Urzędzie Wojewódzkim. Drugi wiceprezes Dariusz Nałęcz otrzymał za swoją pracę w zarządzie 279 343 zł, za dodatkowe zlecenia odebrał 25 tys. złotych.
Takie wynagrodzenia wynikają z uchwał podjętych przez powołaną przez marszałka pomorskiego radę nadzorczą, którą w Gdyni tworzą: Zbigniew Bonarski, Michał Potocki, Michał Owczarczak, Arkadiusz Kraszkiewicz. Roczny koszt jej wynagrodzeń to ok. 200 tys. złotych.

Dariusz Kostrzewa, prezes zarządu „Copernicus” rok 2018 zamknął dochodem na poziomie 357 tys. złotych. Podobnie pokwitowali też ubiegły rok dwaj pozostali członkowie zarządu „Copernicusa”. To tylko dwa przykłady z pomorskiego podwórka.
ASG 

Powiązane tematycznie

Przejęcie Energi przez Orlen to centralizacja państwa

Homo Politicus

Sprzeciw w sprawie planów połączenia Energi i Orlenu

Redakcja

Potężne uderzenie w pomorską gospodarkę

Redakcja

Dodaj komentarz

avatar
400
  Subscribe  
Powiadom o

Wykorzystujemy pliki cookies do prawidłowego działania serwisu, aby oferować funkcje społecznościowe, analizować ruch na portalu i prowadzić działania marketingowe. Więcej informacji znajdziesz w polityce prywatności. Czy zgadzasz się na wykorzystywanie plików cookies? Akceptuję Wyjaśnienie