Polska polityka zagraniczna
Foto: Tymon Markowski MSZ / BRP
Polityka Wersje i kontrowersje Ze Świata

Polska polityka zagraniczna

Polska polityka zagraniczna: czyli o sojuszu z USA i konflikcie z Rosją oraz o całej reszcie, która jest wróżeniem z fusów.

 

Próba prognozy polityki zagranicznej Polski w 2020 roku jest obarczona potężnym ryzykiem błędu z kilku podstawowych powodów.

Po pierwsze, prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński, którego zwolennicy traktują jak zbawcę i czasami nazywają „naczelnikiem państwa”, co ma być nawiązaniem do Józefa Piłsudskiego, tym od marszałka się różni, że Józef Piłsudski zajmował się przede wszystkim polityką zagraniczną, a Jarosław Kaczyński zajmuje się wszystkim poza polityką zagraniczną. Powyższe powoduje, że podjęta na użytek tego tekstu próba zidentyfikowania centrum decyzyjnego, które decydowałoby o polskiej polityce zagranicznej okazała się nieudana. Takiego centrum bowiem z natury rzeczy nie ma. Jeśli bowiem coś Jarosława Kaczyńskiego nie interesuje, to rzecz ta staje się z automatu drugorzędna. Zapytani o to, kto tak naprawdę podejmuje decyzje w sprawach polityki zagranicznej czterej dobrze poinformowani rozmówcy udzieli czterech różnych odpowiedzi wskazując cztery różne ośrodki władzy (Kancelarię Premiera, Kancelaria Prezydenta, najwyższe władze PiS i służby specjalne). Jedyną istotną informacją wynikającą z ww. rozmów było to, że żaden rozmówca nie wskazał Ministerstwa Spraw Zagranicznych ani też Ministra Spraw Zagranicznych jako istotnych graczy. W istocie bowiem i szef MSZ i MSZ są całkowicie zmarginalizowani.

Drugą przeszkodą utrudniającą prognozę jest to, że PiS staje się z wolna partią schyłkową, w której pełniący do tej pory role usługowe propagandyści zaczynają przejmować stery, w efekcie czego PiS staje się zakładnikiem swojej własnej propagandy i wywoływanych przez nią emocji społecznych. Do tej pory rządząca partia w polityce zagranicznej zachowywała się w sposób nieodpowiedzialny w warstwie propagandowej, a nieraz i w swej praktyce politycznej, ale wszystko powyższe było jasne dla ludzi w kierownictwie partii, którzy nawet gdy działali kierując się potrzebami propagandy, tym niemniej odróżniali rzeczywistość i realia od własnej propagandy. Przykładowo w czasie ostatnich wyborów prezydenckich w Stanach Zjednoczonych politycy prawicy sprawiali wrażenie jakby nie marzyli o niczym innym jak o zwycięstwie Donalda Trumpa, ale w rzeczywistości kibicowali Hillary Clinton. Obecnie, wraz z atrofią personalną PiS, nie ma już jednak pewności, czy politycy tej partii nadal odróżniają rzeczywistość od iluzji. Istnieje zagrożenie, że PiS w coraz większym stopniu będzie kierować się tym, co głosi na użytek swojego najbardziej radykalnego elektoratu.

Trzecim wyzwaniem przy tworzeniu prognozy jest to, że jakkolwiek rządząca ekipa uczy się i wyciąga wnioski, to równocześnie dynamika procesu politycznego powoduje, że osoby rozsądne i umiarkowane są też politycznie coraz słabsze. W Prawie i Sprawiedliwości nikt jeszcze nigdy nie zaprzepaścił swojej kariery politycznej z powodu nadmiernego radykalizmu, ale wielu przegrało z powodu umiarkowania. Powyższe podpowiada nawet umiarkowanym politykom Prawa i Sprawiedliwości, że głoszenie potrzeby kompromisu i korekty kursu w polityce zagranicznej może się osobiście nie opłacać, natomiast mówienie o moralnym upadku Zachodu i rozniecanie konfliktu z Zachodem jedynie karierze pomaga.

Ostatnią, czwartą, trudnością przy tworzeniu prognozy jest to, iż w 2020 r. odbędą się wybory prezydenckie. Obydwie strony sporu politycznego w Polsce wydają się bardziej zainteresowane ugruntowaniem poparcia wśród najbardziej twardych elektoratów i grą o zwycięstwo poprzez zwiększenie frekwencji wyborczej wśród swoich zwolenników, niż próbą pozyskania wyborców umiarkowanych. Powyższe oznacza, że jakkolwiek istnieją racjonalne przesłanki wskazujące na to, iż PiS może potencjalnie chcieć dokonać korekty kursu w polityce zagranicznej, to zarazem mało prawdopodobne jest to, żeby stało się to w pierwszej połowie roku.

Polska polityka zagraniczna zarówno w minionym jak i w rozpoczynającym się roku podporządkowana jest niemal całkowicie polityce bezpieczeństwa. Przeświadczenie o tym, że Rosja jest zagrożeniem potęgowane ofensywą propagandową ze strony Władimira Putina usiłującego, skądinąd nieudolnie, obarczyć Polskę winą za wybuch II wojny światowej, jest istotniejsze od wszystkich innych składowych które razem tworzą politykę zagraniczną RP.

Polska z rosnącym niepokojem odnotowuje coraz wyraźniej prorosyjską i równocześnie antyamerykańską narrację prezydenta Emmanuela Macrona. Niepokojące sygnały z Paryża w połączeniu ze zwycięstwem Torysów w wyborach do Izby Gmin w Wielkiej Brytanii oznaczającym, że dojdzie jednak do Brexitu, a Londyn będzie się w tym samym oddalał od kontynentu oznaczają, że Warszawa nie ma innego wyjścia jak próbować porozumienia z Berlinem. W 2019 roku PiS wyraźnie złagodziło antyniemiecką retorykę de facto wycofując się z pomysłu domagania się reparacji wojennych. Wśród polityków PiS nie brak głosów, że Berlin albo zmiany kursu Warszawy nie dostrzega, albo nań nie reaguje. W Warszawie mało kto przy tym wierzy, że może to być to skutek paraliżu politycznego w samym Berlinie – Polacy we wszystko bowiem uwierzą, ale nie w niemiecki bałagan.

Lista pretensji Warszawy do Berlina jest znaczna i obejmuje kwestie takie jak Nord Stream 2, wspieranie przez Niemcy protekcjonistycznych praktyk (na przykład w stosunku do polskich firm transportowych), czy też wreszcie forsowanie niekorzystnej dla Polski polityki klimatycznej. Berlin wykonał kilka gestów w zakresie polityki historycznej, ale co ciekawe zostało to ledwie odnotowane przez rządzącą Polską ekipę mimo, iż ta przykłada do polityki historycznej większą wagę, niż jakakolwiek wcześniej rządząca partia w Polsce. Warszawa wbrew pozorom oczekuje otóż ustępstw dotyczących bardziej teraźniejszości i przyszłości, a nie przeszłości. Gesty Berlina trafiają w pustkę. Z punktu widzenia relacji polsko-niemieckich korzystne byłoby stworzenie kanałów komunikacji, które umożliwiłyby dostrzeganie wzajemnych gestów, a przy tym takie ich konstruowanie, aby strony mogły nie tylko za ich pomocą wysyłać sygnały do siebie nawzajem, ale również móc wykorzystywać je w polityce wewnętrznej.

Początek 2019 roku przyniósł pewne uspokojenie w polityce zagranicznej obarczonej do tej pory konfliktem polskiego rządu z Komisją Europejską na tle praworządności i niezależności sądownictwa. Już koniec roku przyniósł jednak nową, wywołaną przez ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobro, odsłonę wojny o sądy. W konflikcie tym w znacznym stopniu chodzi o licytację na radykalizm pomiędzy różnymi frakcjami w ramach obozu rządzącego. Jakkolwiek przy tym ma on zasadnicze znaczenie dla polityki zagranicznej to jego główni aktorzy kalkulując i ważąc kolejne ruchy tak naprawdę w ogóle polityką zagraniczną się nie interesują. Rządzącej Polską prawicy można oczywiście zarzucić tendencje do zbyt daleko idącej ingerencji w sądownictwo i naruszania jego niezależności, ale trudno też nie odnotować, że rządząca prawica trafnie odczytuje nastroje społeczne które z całego szeregu powodów których nie sposób w tym tekście wymienić, są dla wymiaru sprawiedliwości i sędziów co najmniej niekorzystne. Polskiej prawicy można zarzucić tendencje autorytarne, ale równocześnie histeryczne tezy o zagrożeniu demokracji, a nawet groźby nałożenia na Polskę sankcji rozmijają się z odczuciami społeczeństwa i wydają się być nie tylko nieskuteczne, ale wręcz szkodliwe. Głos Komisji Europejskiej może czasem współbrzmieć z głosem opozycji w określonych sprawach, ale w bardziej generalnym sensie powinien być to głos moderujący i – o ile to oczywiście jeszcze możliwe – powodujący realną korektę kursu rządzącej ekipy. Tak się nie dzieje. Wiele zależy tu od dyplomatycznych zdolności nowej Komisji.

Relacje ze Stanami Zjednoczonymi pozostaną absolutnie kluczowe. Rząd RP demonstrować będzie co prawda niezmiennie uwielbienie dla Donalda Trumpa, ale w rzeczywistości rosnący dystans pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Europą, jest czymś co jak nic innego niepokoi Warszawę. Dla Polski (zarówno prawicy, jak i opozycji) zachowanie statusu Stanów Zjednoczonych jako mocarstwa europejskiego oraz zapobieżenie implozji NATO pozostaje kwestią absolutnie kluczową. Z tego też powodu nie zmieni się nic w stosunku Warszawy do wszelkich pomysłów mających na celu wzmocnienie komponentu obronnego Unii Europejskiej. W tym aspekcie polityka Prawa i Sprawiedliwości niczym nie różni się od polityki rządów liberalnych i lewicowych które mówiąc wprost sabotowały wszelkie tego rodzaju pomysły, uważając je za francusko – rosyjskiego Konia Trojańskiego. Nie zmienią się również kierunki importu uzbrojenia, a Polska kontynuować będzie proces modernizacji wojska i będzie zwiększać nakłady na armię. Europejski przemysł obronny nie ma w Polsce żadnych perspektyw tak długo, jak to Stany Zjednoczone będą kluczową siłą wzmacniającą wschodnią flankę NATO.

Z racji stosunków z USA Polska będzie ostrożniej niż w 2019 r. postępować w zakresie relacji z Izraelem, choć ujawnione zadrażnienia będą polem politycznych prowokacji ze strony Rosji. Skądinąd już i wcześniej mowa była, iż konflikt polsko-izraelski rozniecany był przez środowiska prorosyjskie, liczące na to, że Polsce uda się przylepić łątkę kraju antysemickiego. Z drugiej strony PiS wyhodował sobie poprzez romans ze skrajną prawicą realnie już istniejącą skrajnie prawicową partię w Sejmie i nie jest wykluczone, że obawiając się oskrzydlenia z prawej będzie brnął w spory ze środowiskami żydowskimi np. na tle restytucji mienia (por. Zaklinacze historii).

W zakresie polityki wschodniej trwać będzie stan zimnej wojny w relacjach z Rosją, przy czym o ile w polityce PiS w stosunku do Zachodu widać było wyraźne elementy konfrontacji chociażby w sferze propagandy, to już w relacjach z Moskwą – niezależnie od kilku niekoniecznie szczęśliwych sformułowań ze strony Warszawy – winna zamrożenia relacji jest Moskwa i jej rewanżystowska, agresywna i neoimperialna polityka zagraniczna. W 2019 roku doszło do poprawy relacji z Ukrainą które obarczone były z jednej strony mało dyplomatycznymi ruchami ze strony Warszawy, ale z drugiej brakiem dobrej woli Kijowa, który nie był skłonny do ekspiacji za Rzeź Wołyńską. Poprawa relacji z Kijowem nie zmienia jednak faktu, że Polska nie odgrywa kluczowej roli w relacjach Ukrainy z Unią Europejską i nie bierze udziału na przykład w Formacie Normandzkim. W 2019 roku, po próbach z początków rządów Prawa i Sprawiedliwości nawiązania bliższych relacji z Mińskiem, relacje Polski z Białorusią udało się ustabilizować na poziomie zaledwie poprawnych i niestety mało intensywnych stosunków. Na tle relacji z większości okresu ostatniego ćwierćwiecza był to i tak postęp, ale Warszawa niestety gra zaledwie drugie skrzypce w relacjach z Mińskiem.

Słabość Polski na Wschodzie jest w znacznym stopniu funkcją osłabienia pozycji Warszawy w Brukseli. Osłabienie to jest skądinąd paradoksalne. Jeśli bowiem spojrzeć na politykę zagraniczną w tradycyjnym tego słowa rozumieniu i wyabstrahować ją od czynników polityki wewnętrznej i image’u tj. elementów, które we współczesnych realiach w znacznym stopniu wpływają na istotę samej polityki, a co za tym idzie i możliwości działania państwa, to niechybnie okaże się, że polityka Prawa i Sprawiedliwości aż tak fundamentalnie nie różni się od polityki poprzednich polskich rządów. Osłabienie Polski jest funkcją po pierwsze kiepskiej i mało subtelnej dyplomacji, po drugie podporządkowania polityki zagranicznej polityce wewnętrznej i wreszcie po trzecie topornej propagandy i prawicowo – dewocyjnych obsesji polskiej prawicy. Jeśli natomiast spojrzeć na kwestie kluczowe takie jak stosunek do Rosji, relacje ze Stanami Zjednoczonymi czy też choćby stosunek do Nord Stream 2 widać więcej niż mogłoby się zdawać elementów kontynuacji.

Przykładem dziedziny, w której różnice pomiędzy PiS, a opozycją są mniejsze niż się to mówi, jest kwestia klimatu. W 2019 roku Polska była hamulcowym polityki klimatycznej Unii Europejskiej. W tym względzie nic się nie zmieni ani w 2020 roku, ani w latach kolejnych – również po ewentualnej zmianie ekipy rządowej. Polska zważywszy na stopień uzależnienia od węgla nie może sobie bowiem pozwolić z zupełnie oczywistych ekonomicznych powodów na takie tempo dochodzenia do tak zwanej neutralności klimatycznej jakie proponuje na przykład Francja. Dla Warszawy przyjęcie takich rozwiązań oznaczałoby bowiem bankructwo. Równocześnie jednak najprawdopodobniej dojdzie do zmian na przykład w odniesieniu do odnawialnych źródeł energii, a szczególnie do wycofania się Prawa i Sprawiedliwości z całkowicie niezrozumiałego i nielogicznego zwalczania energetyki wiatrowej.

2020 r. nie będzie rokiem przełomu. Korekta jest możliwa, ale dotyczyć będzie ona – jeśli w ogóle do niej dojdzie – raczej formy niż treści. Wyjątkiem mogą być relacje z Berlinem – o ile oczywiście w obu stolicach starczy energii, która jak się wydaje i w Warszawie i w Berlinie, tracona jest niestety na inne kwestie.

Witold Jurasz, dziennikarz Onetu i Dziennika Gazety Prawnej, Prezes Ośrodka Analiz Strategicznych. Były pracownik Zakładu Inwestycji NATO, dyplomata w Moskwie oraz chargé d’affaires RP na Białorusi. W przeszłości był też gospodarzem talk-show w Polsat News, gdzie przeprowadził ponad 700 wywiadów. Pracował też w spółce zajmującej się międzynarodowym handlem bronią.

Powiązane tematycznie

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Wykorzystujemy pliki cookies do prawidłowego działania serwisu, aby oferować funkcje społecznościowe, analizować ruch na portalu i prowadzić działania marketingowe. Więcej informacji znajdziesz w polityce prywatności. Czy zgadzasz się na wykorzystywanie plików cookies? Akceptuję Wyjaśnienie