Image default
Polityka Redakcja poleca Wersje i kontrowersje

Czy kandydat obywatelski na PREZYDENTA RP to utopia?

Jest to fenomen: do wszystkich partii łącznie należy w Polsce około 250 tysięcy osób (z czego pewnie istotna część to „martwe dusze”) a udało im się pozostałym 38 milionom Polaków narzucić mit, że kandydat spoza partii politycznych jest bez szans, że się nie da, że musi stać za takim człowiekiem organizacja, że kandydat obywatelski (czyli ten, za którym stoją obywatele, czyli my) jest za słaby. Serio, kupujecie to?

Największa z tych partii ma, zdaje się, około 30 tysięcy członków – to skala miasteczka jak, powiedzmy, Sopot. I taki Sopot stoi i wygraża reszcie Polski mówiąc: „

Z nami nie można wygrać, jesteśmy silni, zwarci i zorganizowani, więc nawet nie próbujcie!”

A obok stoi Swarzędz i mówi:

„Nieprawda! Właśnie, że my jesteśmy potęgą!”

Każdy uznałby to za żart, a jednak… łykamy tę narrację jak pelikany.

Dlaczego? Bo jesteśmy rozwścieczeni, pourażani i poobrażani na siebie nawzajem, a partyjne patrole pilnują, by uwypuklić każdą różnice między nami i sprawić, żebyśmy sobie nie ufali i nie czuli żadnej szerszej wspólnoty.

Podzieleni ludzie nie są żadnym zagrożeniem – snują się w zdezorientowanych grupkach i pójdą tam, gdzie ich ktoś zawoła, skusi, poklepie po plecach i przytuli, da poczucie przynależności.

Ci, którzy nas dzielą i sortują, potem chodzą i zbierają te grupki, wrzucając do koszyka jak grzyby na jesiennym spacerze.

A my w tych naszych zgromadzeniach wiemy, że jesteśmy za mali, za słabi, a przecież nie będziemy z tamtymi, bo oni tacy inni, wszystko mają inaczej i w ogóle jesteśmy na siebie poobrażani.

Podzieleni jesteśmy niegroźni i całkowicie podporządkowani.

Wolimy złościć się na tych, przeciwko którym nas szczują, a nie na tych, którzy się tego dopuszczają, każdego dnia. Obrażamy się na siebie przy rodzinnym obiedzie, zamiast zamknąć okna i drzwi przed nienawistnym przekazem.

Emocje nie sprzyjają racjonalnej ocenie sytuacji – lepiej wiec adresować się do ludzi rozgrzanych do czerwoności niż zadających konkretne pytania i analizujących racjonalność odpowiedzi, lepiej co jakiś czas przejechać prętem po kratach, by obudzić, pobudzić i zirytować.

A najłatwiej irytować dyskusjami światopoglądowymi – wchodzi jak w masło. Wrzucasz hasło i już ludzie targają się po szczękach – tyle o wspólnocie.

No, nie – ale oni mają kasę!” – powie ktoś. Mają, to prawda, ale po pierwsze, nie zawsze sensownie ją wydają, a po drugie: skąd mają? No, od nas. Przecież jej nie zarobili. Mają i są od niej uzależnieni – umierają z paniki na myśl, że ktoś miałby im wstrzymać dotację, nie przyjąć sprawozdania itd. Są całkowicie „budżetówkowi” i uzależnieni – siedzą, czekając, aż miska się napełni.

Nie muszą i w sporej części nie umieją sami zdobyć pożywienia – musi pojawić się pan i nasypać. Mają to zagwarantowane, że przyjdzie i nasypie, więc nie muszą się martwić – a przynajmniej tak myślą.

Kasa jest od nas, wyciągana nam z kieszeni bez pytania o zgodę i rację.

Taki system, uchwalili go zresztą sami zainteresowani. Dodatkowo, opodatkują się koledzy umieszczeni na stanowiskach w państwowych firmach z rekomendacji danego środowiska.

Nie zmienia to faktu, że gdybyśmy jako społeczeństwo mieli ochotę, bez problemu jesteśmy w stanie wrzucić do innego kapelusza dużo więcej – jeśli tylko zechcemy. Gdy ludzie poczuli ochotę i sens, ostatnią puszkę Pawła Adamowicza wypełnili, w odruchu solidarności, 16 milionami złotych, szybko i sprawnie.

Kilka miesięcy później ci, którym nie spodobało się ograniczenie finansowania dla ECS, dorzucili kolejne miliony. Bo tak chcieli, życzyli i czuli.

Poczucie sprawczości to potężna siła, doświadczamy tego wspierając zbiórki na chore dzieciaki, na rodziny, które dotknęła tragedia, na hospicja czy schroniska. Na gesty solidarności z innymi nadal nas stać, a gdy działamy w grupie, efekty są imponujące.

Krótko mówiąc – nie ma dziś żadnej realnej przeszkody, by społeczeństwo, nie zważając na grupę krzykaczy, która mówi: „Tylko nasz certyfikat musi być! Bez certyfikatu nie wpuszczamy! Wszyscy bez legitymacji są śmieszni, żałośni i pozbawieni znaczenia!” zostawiło ich samych sobie pokrzykujących i zrobiło coś na swoich warunkach.

Sfinansowanie takiej kampanii nie jest wtedy żadnym wyzwaniem, podobnie jak odebranie partiom czegoś, co absolutnie nie musi należeć do nich.

Moim zdaniem – MEGA PRZYGODA!

Zamiast marudzić na polskich partyjniaków, liderów betonujących życie i decyzje, kontrolujących serca, umysły i gesty swoich podwładnych, w tych konkretnych wyborach, możemy ich po prostu pominąć.

To byłby mega psikus i fanga w nos.

To byłoby przecudne poczucie sprawczości, że jednak można, że jesteśmy u siebie, że wszystko jest możliwe i nadal mamy się do czego odwołać, choć jesteśmy poszatkowani, poranieni i poobijani. Że możemy wycofać partie do narożnika i zakreślić im terytorium, na którym mają się poruszać i robić swoją ważną robotę, za którą im płacimy.

Ja z radością wpłacę, by mieć możliwość uruchomienia takiego scenariusza.

Byłoby mega, gdybyśmy mogli się w tej akcji spotkać, uśmiechnąć się do siebie i razem zrobić coś absolutnie niezwykłego i pozytywnego.I wielu z was teraz powie: „No, fajna wizja, ale nierealna i naiwna”.

Pewnie tak samo myśleli słuchający o zniesieniu niewolnictwa, prawach wyborczych dla wszystkich czy o obaleniu komuny. Na szczęście nie wszyscy – i po prostu się udało. Nie w wyniku szczęścia i przypadku, ale, jak to zwykle bywa, na skutek zaangażowania i roboty. Weźmy się więc i zróbmy, a potem z dumą opowiadajmy naszym dzieciakom, że to zrobiliśmy
***

Ktoś powie: same emocje w tym tekście, który zawiera wezwanie do racjonalności i analizy sytuacji.
To proponuję wyciąg z tekstu z definicji pozbawionego emocji, czyli Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej:
Art.127. 3. Na Prezydenta Rzeczypospolitej może być wybrany obywatel polski, który najpóźniej w dniu wyborów kończy 35 lat i korzysta z pełni praw wyborczych do Sejmu. Kandydata zgłasza co najmniej 100 000 obywateli mających prawo wybierania do Sejmu.”

Znaleźliście tu cokolwiek o partiach? Że mają zgłaszać, że mają tu jakiś przywilej i prawo, którego nie mają obywatele? A może chociaż coś o tym, że kandydat musi lub powinien należeć do partii?

Nieprzypadkowo nic.

Zygmunt Zmuda Trzebiatowski

Powiązane tematycznie

Książka na telefon?

Redakcja

Przyłbice dla szpitali od Akademii Marynarki Wojennej

Redakcja

Groźny precedens

Redakcja

Dodaj komentarz

avatar
400
  Subscribe  
Powiadom o

Wykorzystujemy pliki cookies do prawidłowego działania serwisu, aby oferować funkcje społecznościowe, analizować ruch na portalu i prowadzić działania marketingowe. Więcej informacji znajdziesz w polityce prywatności. Czy zgadzasz się na wykorzystywanie plików cookies? Akceptuję Wyjaśnienie