Dzień Adopcji Serca w cieniu pandemii
Pomoc i wsparcie Redakcja poleca Wywiady Ze Świata

Dzień Adopcji Serca w cieniu pandemii

Co roku w Kościele katolickim obchodzony jest w dniu 5 września Dzień Adopcji Serca. Jest to okazja by wesprzeć duchowo pamięć o tej  pięknej formę pomocy ubogim dzieciom w Afryce i na innych kontynentach. Adopcja Serca, czyli adopcja na odległość to szansa na edukację dla afrykańskich dzieci.

Dzień Adopcji Serca w cieniu pandemii. Los afrykańskich dzieci często leży w naszych rękach.To od nas zależy, czy zjedzą posiłek, czy zasiądą w szkolnej ławce. Jeszcze wiele dzieci czeka na naszą pomoc. Marzę o tym aby miały lepsze życie. Z okazji obchodzonego 5. września w kościele katolickim Dnia Adopcji Serca Siostra Fabiana  Lietgeber SAC opowiada, jak wygląda codzienność afrykańskich dzieci  w Kamerunie i jak radzą sobie w czasie pandemii

Dzieci są głodne i zapracowane

Nasze dzieci mają place zabaw, kochających rodziców i dziadków. Jak wygląda życie dzieci w Afryce?

Siostra Fabiana: – Przebywam na misjach w Kamerunie w miejscowości Doume od 22 lat, gdzie prowadzę przedszkole, do którego uczęszcza ponad 200 dzieci w wieku od 3 do 6 lat. Nasze dzieci mają ciężkie życie. Rano muszą iść pod wodę, która jest potrzebna, by mama mogła im coś przygotować, gdy wrócą ze szkoły. Potem biegną do przedszkola czy do szkoły, czasami już są bardzo zmęczone i zdarza się, że przysypiają na zajęciach. W rodzinach jest różnie. Są one bardzo liczne i jest duża śmiertelność młodych ludzi. Często żyją w rodzinach zastępczych, u wuja, ciotki, gdzie czasami są wykorzystuje się ich do różnych posług.

Dowiadujemy się, że ludzie w Afryce subsaharyjskiej głodują, mają problem z dostępem do edukacji? Jak wielki jest to problem w Kamerunie?

Gdy przyjechałam do Kamerunu, dzieci w szkołach nie było za dużo. Do szkoły wysyłało się tylko najstarsze dziecko. Reszta pracowała na utrzymanie rodziny. Dzisiaj wszyscy chcą się uczyć i wszystkie są posyłane do szkoły, nie pomagają już rodzicom w polu. Zajęcia trwają do godz. 16, stąd też rodzice przebywają w polu całymi dniami. Podczas pór suszy dużo afrykańskich dzieci głoduje. Jest to czas nieurodzaju, kiedy nie rosną rośliny, z których liści rodzina robi różne wywary. W Afryce je się najczęściej raz dziennie, wieczorem. Gdy dziecku zdarza się zasnąć przed kolacją, to już nie je. Rano żadne dziecko nie je śniadania, dlatego też w naszych szkołach wprowadzamy dożywianie, żeby przynajmniej dodatkowo o tej godz. 10-11 mogło coś zjeść, wypić mleko czy jakiś soczek. Gdy nie zje, przysypia na lekcji, jest zmęczone i nie może uczestniczyć w zajęciach, a następne jedzenie jest dopiero wieczorem, gdy mama wróci z pola. Jest to potrwa obfita, ale składa się z liści, manioku i bananów. Mięso jest wyjątkiem. Ryby, zdarzają się, ale bardzo rzadko.

Skąd bierzecie środki na dożywianie dzieci i co otrzymują one w ramach takich akcji?

Zgłaszamy się do Ruchu Solidarności z Ubogimi Trzeciego Świata Maitri. Ja tak robię już od wielu lat. Za środki pozyskane od darczyńców z Polski kupujemy produkty na posiłki dla dzieci z przedszkola i szkoły.  Jest to ciepła strawa, głownie ryż z sosem arachidowym. Jeśli jest święto, to dodatkowo dzieci otrzymują jajko lub małą cząstkę mięsa. Czasami dochodzą do tego ryby np. sardynki, a także mleko, ale rzadko, bo jest bardzo drogie. Do tego małe pączki, które nazywają się benie.

Dzień Adopcji Serca w cieniu pandemii

Pandemia – 6 miesięcy bez szkoły

Na czym polegają problemy dzieci z dostępem do edukacji? Czy rodzice są w stanie pokryć wszystkie wydatki związane z uczęszczaniem dzieci do szkoły?

Rodziców nie stać na pokrycie kosztów związanych z edukacją. Mają tylko to, co  pochodzi z pola. Pole to też jest osobny rozdział, ponieważ wszystko, co zbiorą, muszą kilometrami przenieść na głowie lub na plecach. Nie stać ich więc na to, żeby nazbierać tyle produktów, by wysłać do szkoły wszystkie dzieci. Szkoły są prywatne, trzeba przygotować nauczycieli. Dzieci uczęszczają do szkoły głównie dzięki pozyskanym środkom z adopcji. Praktycznie 80 proc. dzieci dzięki adopcji serca może uczestniczyć w zajęciach szkolnych.

Mamy teraz czas pandemii, jak ten trudny dla wszystkich czas odbił się na życiu dzieci, rodzin w Kamerunie?

Gdy tylko rząd dowiedział się o pierwszych zachorowaniach, od razu zamknięto szkoły. Dzieci  wróciły do swoich rodzin, żeby uchronić się przed zakażeniem. Dzieci muszą teraz pracować na polu i żyją w bardzo trudnych warunkach. Żyją w lepiankach. W nocy są przykrywane materiałem. Nie wiem, w jakim stanie wrócą do szkoły, tym bardziej, że państwo przedłużyło czas izolacji do października 2020. Po tych 6-8 miesiącach izolacji dzieci wrócą do nas z różnymi chorobami, z niedożywieniem. Nie mają wody zdatnej do picia, piją wodę z kałuż lub wodę stagnacyjną, która zawiera dużo robaków. Na pewno powrót do szkoły będzie wiązał się z wieloma problemami. Dzieci, które przez tak długi czas nie miały kontaktu z książką, z zeszytem, na pewno utracą wiedzę, którą wcześniej nabyły.

Rozumiem, że nauka zdalna w Kamerunie nie jest możliwa…

W domach nie mamy prądu, więc posiadanie Internetu to nieosiągalne marzenie i jeszcze przez długi czas będzie to nieosiągalne. Mamy wprawdzie prąd państwowy, ale zdarza się, że miesiącami nie mamy tego prądu, a ludzi nie stać na zakupienie agregatorów, a tym bardziej na zainstalowanie komputera. Jest to marzenie, które można spełnić tylko w Europie, ale nieosiągalne na naszym terenie.

Dzień Adopcji Serca w cieniu pandemii

Zmiany klimatyczne

Pracuje Siostra w Kamerunie od 22 lat, jak zmienił się tam klimat przez te wszystkie lata?

Zmienił się bardzo. Z 28-30 stopni Celsjusza, jakie notowano kiedyś, temperatura skoczyła do 35 stopni w górę. Pory suszy się bardzo wydłużają. Nawet miejscowi  tego nie wytrzymują, jest bardzo duszno, tak jakby cały czas burza wisiała w powietrzu. Wszystko się pozmieniało, w momencie  kiedy ma być pora suszy, występują ogromne deszcze, kiedy powinna być pora deszczowa jest susza. Ludzie tracą na zbiorach, np.  gdy uzbierają piękne arachidy, to nie mogą ich wysuszyć, bo powinno być słońce a jest cały czas deszcz. I to znowu będzie niosło za sobą głód, ponieważ w tym czasie, kiedy ludzie coś posadzili, nie mogą tego zebrać ze względu na zmiany klimatyczne. Jest to bardzo odczuwalne, także i dla nas misjonarzy, bo musimy odnaleźć się na nowo w nowym klimacie. Znaleźliśmy się jakby w innym państwie, dużo bardziej gorącym i wilgotnym, bo wilgotność sięga u nas  do 100 proc.

Każdy grosz przydatny

Co można zrobić, żeby jakoś pomóc ludziom w Afryce, żeby ich życie jakoś się odmieniło?

Na pewno mentalności nie zmienimy od razu. Jest ona zupełnie inna od europejskiej. Lepsza czy gorsza trudno powiedzieć, na pewno związana jest z życiem w wielkiej biedzie w kraju wielkich potrzeb. Można wspierać nas modlitwą, ofiarami, ofiarować swoje cierpienia, na pewno każdy grosz jest przydatny. Zachęcamy do objęcia dzieci długoterminowym patronatem w ramach programu Adopcja Serca. Dzięki temu dziecko ma opłacone wydatki na szkołę i zapewnioną pomoc w utrzymaniu. Ze względu na to, że jest duża zachorowalność na malarię, tyfus czy robaczycę, każdy grosz przeznaczamy na leczenie. My, misjonarze dziękujemy z góry za każdą pomoc, ponieważ każdy grosz jest bazą do tego, by kogoś wyleczyć, pomóc, by nie dosięgła go przedwczesna śmierć albo żeby mógł zjeść posiłek i poprawić swoje życie. Ważne jest także wspieranie nas modlitwą, bo jesteśmy tylko ludźmi, a klimat tutaj jest dla nas wyjątkowo niesprzyjający.

Czy państwo kameruńskie robi coś by przeciwdziałać głodowi i biedzie np. przekazując środki do miejsc, w których brakuje jedzenia?

Myślę, że wszystkie państwa afrykańskie mają podobną sytuację, od niedawna zostały wyzwolone spod kolonizacji, Kamerun odzyskał wolność w 1960 roku. Od tego czasu mamy dopiero drugiego prezydenta. Obecny  ma 83 lata i trudno powiedzieć, żeby mógł on zorganizować jakąkolwiek pomoc. Kamerun jest krajem, gdzie korupcja jest na porządku dziennym, więc pomoc, która nawet przychodzi z zewnątrz, nie trafia do osób zainteresowanych, osób potrzebujących. Jest ciągła bieda. Ludzie żyją z dnia na dzień, jedzą to, co sobie przyniosą, jak nie przyniosą, to nie zjedzą, czasami dwa dni nie mają nic w ustach.

Czy istnieje u Was podział ról w społeczeństwie? Jak traktowani są chłopcy, a jak dziewczynki?                                                                                                                                       

Jeszcze do niedawna był to większy problem, bo tylko chłopcy mogli się uczyć. Jest to związane z muzułmańskim systemem, gdzie chłopcy są faworyzowani, a dziewczynki nadają się tylko do rodzenia i wychowywania dzieci, bycia w domu, w kuchni. Dzisiaj się to zmienia. Ja w naszym przedszkolu nie wiedzę tej różnicy i wszyscy traktowani są jednakowo, ale wiem, że chłopiec w Afryce bardziej się liczy niż dziewczynka. Dziewczynki często zachodzą w ciążę już w pierwszych latach szkoły średniej, zostawiają nauczanie i do matury przystępuje więcej chłopców. Chłopcy często też rozpoczynają studia, bo nie mają obowiązku wychowywania dzieci, a dziewczynki zostają w kuchni i zajmują się wychowaniem.

O czym marzy Siostra pracująca w ubogiej, dotkniętej katastrofą klimatyczną Afryce?

Moim marzeniem jest to, by dzieci przybliżyły się do Boga i doświadczyły Jego miłości. Drugim marzeniem jest polepszenie chociaż trochę ich warunków życia. Marzę o tym, by dzieci miały szansę na lepsze życie, by choć w małym stopniu doświadczyły podobnego życia, jakie mamy w Europie. By nie musiały kilometrami dźwigać wody na plecach czy na głowie, by praca w polu była łatwiejsza, bo zamiast motyki będą mieć do pomocy maszynę i by mogły być za to wdzięczne naszym Dobroczyńcom i Panu Bogu.

Rozmawiała: Dominika Kiejdo. Redakcja: Tadeusz Makulski

Powiązane tematycznie

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Wykorzystujemy pliki cookies do prawidłowego działania serwisu, aby oferować funkcje społecznościowe, analizować ruch na portalu i prowadzić działania marketingowe. Więcej informacji znajdziesz w polityce prywatności. Czy zgadzasz się na wykorzystywanie plików cookies? Akceptuję Wyjaśnienie