Flickr.com
Felietony koronawirus Polityka Redakcja poleca Wersje i kontrowersje

Czy wprowadzanie tak ryzykownych rozwiązań jest konieczne?

Różne osoby prosiły o mnie o krótki komentarz do ostatnich wydarzeń w Sejmie i okolicach. Nigdy nie aspirowałem do rangi analityka i stratega, dlatego jedyne, co mogę zaoferować to swój prywatny subiektywny pogląd i kilka odczuć, a krótko nie umiem. Wrzucam je więc do puli, jeśli mogą być komuś do czegoś przydatne, coś potwierdzić, skorygować lub na chwile skłonić do rewizji własnego poglądu, to niech i tak będzie.
1. Nie bulwersuje mnie fakt przyjmowania poprawek w nocy – jeśli jest dużo pracy, wiele głosowań i setki poprawek do przeanalizowania, może się zdarzyć, że praca będzie trwać długo, nawet całą noc. To, że jakieś głosowanie odbywa się w nocy, nie czyni go lepszym ani gorszym od tego za dnia, a decyzja nie staje się przez to ani głupsza, ani roztropniejsza. Problem jest gdzie indziej. Chodzi o to, że głosowanie pointujące ważną dyskusję może odbywać się o dowolnej porze, pod warunkiem, że owa dyskusja się odbyła – wtedy głosowanie jest technicznym aktem wyrażenia decyzji przez uczestników dyskusji. Tu tak nie było. Po prostu nagła nocna wrzutka poprawki, szybkie głosowanie – i tyle na ten temat. Znowu – gdyby to była poprawka redakcyjna, związana z tym, że nagle ktoś dostrzegł absurdalność zapisu, wewnętrzną sprzeczność czy błąd, nie należałoby z tym zwlekać. Ale tu poprawka polega na tym, że do ustawy dotyczącej pakietu pomocowego dla przedsiębiorców wprowadza się rozwiązanie wpływające na kodeks wyborczy – regulacje szczególną, w której wprowadzanie zmian powinno odbywać się w szczególnym reżimie, regulacje zupełnie niezwiązaną z kwestiami pakietu pomocowego. I to jest, moim zdaniem, zupełnie nie do obrony i tego nie da się wytłumaczyć tempem prac, ani nadzwyczajnością sytuacji.
2. Mimo całej wyjątkowości sytuacji, świadomości, że propozycje pomocy dla przedsiębiorców są tworzone szybko i nieco na kolanie (i pewnie nie są ostatnimi) oraz tempa prac, pani minister Emilewicz znalazła czas i uznała za konieczne, by jeszcze zanim Sejm zajął się głosowaniem nad pakietem, już o nim opowiadać, tłumaczyć, wyjaśniać wątpliwości – sam byłem świadkiem jak odpowiadała na pytania słuchaczy jednej ze stacji radiowych i jak zapowiadała codzienne rozmowy i wyjaśnienia. Omawiała projekt, który dopiero przyjął rząd i który jeszcze nie wisiał na sejmowych stronach, ale nie przeszkadzało to już w omawianiu celów i konkretnych rozwiązań. I tu rodzi się pytanie: jeśli istniała realna potrzeba zmian przepisów kodeksu wyborczego, dlaczego nie postąpiono analogicznie? Dlaczego nie wszczęto takiej dyskusji? Odpowiedz wydaje się prosta: bo to propozycje nie do obrony w merytorycznej dyskusji w tym momencie. Bo to zapisy, które, podobnie jak akcja ze zbieraniem podpisów dla wąsatego pana Marka, mają tylko jeden cel: trzymać ster, nie odpuszczać, mieć stale rękę na przycisku atomowym pod nazwą „wybory”. Znam tę strategię z gdyńskiego podwórka: TO MY ZDECYDUJEMY, ŻADNA OPOZYCJA NIE BĘDZIE NAM NARZUCAĆ WARUNKÓW. JEŚLI NIE BĘDZIE WYBORÓW, TO DLATEGO, ŻE MY TO OGŁOSIMY – NIKT NA NAS NICZEGO NIE WYMUSI. I jedzie się do końca. Kwarantanna przeszkodą? To umożliwimy zdalnie. Starsi nie przyjdą? Pozwolimy im korespondencyjnie. Zgłosicie nowe przeszkody? Znów zadekretujemy ich brak. Nie wolno zmieniać zasad głosowania tak późno? Uznajmy, że to nie zasady, a drobne kwestie techniczne. Samorządy fikają? I to obejdziemy. Dla zasady, by pokazać siłę i determinację.
3. Sprawa wyborów wygląda z mojej perspektywy tak: są powszechne wątpliwości co do możliwości ich prawidłowej organizacji i przeprowadzenia (obsadzenie komisji, niemożność prowadzenia kampanii wyborczej) i poważne obawy odnośnie skutków takiej akcji (zwielokrotnienie ryzyka szerzenia się wirusa), są konkretne postulaty, by je przełożyć. Rząd, nadając z kosmosu, mówi: nie ma podstaw, by to robić. Po czym jednak wprowadza zmiany (o niedopuszczalnym trybie już pisałem), które wpłyną na ich organizację. To znaczy, że zgłaszane uwagi są zasadne i zasługują na uczciwą dyskusję, zamiast lekceważących komentarzy. A tu dyskusji brak, wnioski traktowane jako panikarskie i emocjonalne, po czym: myk – myk, zmieniamy sposób organizacji wyborów. Zmieniamy bardzo ryzykownie, wprowadzając rozwiązania, które zwiększają ryzyko manipulacji, co potwierdzali politycy PiS niejednokrotnie. Czy wprowadzanie tak ryzykownych rozwiązań jest konieczne, skoro można by przełożyć wybory? No, nie jest.
4. Jako rodzic ósmoklasistki, która niebawem ma pisać testy, czuję się zakładnikiem tej sytuacji – gdy władze twierdzą, że nie ma zagrożenia dla majowych wyborów (a jednocześnie w nocnych głosowaniach wprowadzając dodatkowe regulacje, pokazują, że je widzą), to również nie potwierdzą uczciwie, że jest zagrożenie dla testów ósmoklasistów, które mają być pisane wcześniej niż planowane są wybory. Nie ma żadnego oficjalnego komunikatu w tej sprawie, są tylko plotki, przecieki i enuncjacje. Tysiące dzieciaków (a także ich rodziców) wzięto na zakładników w durnej partyjnej przepychance. Zdaje się, że dokładnie tak samo jest z maturzystami. Swoją drogą, rok temu przeszliśmy ścieżkę zdrowia z egzaminami gimnazjalnymi, do ostatniego dnia nie mając pewności, czy się odbędą. Jako obywatel tego państwa czuje się załamany tym, co ma mi ono do zaoferowania w sprawach, w których nakłada na nas obowiązki.
5. Uważam, że każdy z polityków, który dziś angażuje swój czas i energie w taktyczne szachy, zamiast w rozwiązywanie realnych problemów, jest nieodpowiedzialny, niedojrzały i niepoważny. Kto dziś zastanawia się jak sprawić problem opozycji, by musiała wybierać między przyjęciem pakietu pomocowego a odrzuceniem go z uwagi na zmiany dotyczące wyborów, jest po prostu osobą o dojrzałości pryszczatego nastolatka. Kto dziś marnuje czas na generowanie komunikatów pt. „jeśli natychmiast Senat nie zajmie się naszym pakietem BEZ ŻADNYCH POPRAWEK, to źle życzy przedsiębiorcom”, powinien wrócić do domu, wysypać klocki i tam się nimi bawić, zamiast robić to za nasze pieniądze. Ktokolwiek z opozycji kto dziś nie ma w sobie gotowości szukania i popierania realnych rozwiązań wspólnie z rządem, nie powinien mieć żadnego mandatu do reprezentowania ludzi w dzisiejszych realiach. Kto raportuje z sali sejmowej hasłami typu „a on mi powiedział, że jak będzie u władzy, to Konfederacja się nami zajmie”, jest po prostu niepoważny i pomylił salę obrad z piaskownicą.
6. Sejm może podejmować uchwały na posiedzeniu lub zdalnie – nie to jest najważniejsze. Kluczowa jest intencja i cel, a nie forma. Jeśli zgodził się na formę zdalną i jest w stanie sprawnie funkcjonować – śmiało.
7. Ktoś, kto poparł jakieś rozwiązanie, nie powinien chwilę później opowiadać, jak bardzo postawiono go w sytuacji bez wyjścia. Zawsze jest wybór i w każdym głosowaniu są przynajmniej trzy opcje plus dodatkowa: nie wzięcie w nim udziału. Jeśli poparłeś rozwiązanie, nie opowiadaj, jak bardzo podli są ci, którzy je zaproponowali.
8. Jestem prawnikiem i nawykłem do szacunku do prawa. To oczywiście nie oznacza, że ludzie są niewolnikami procedur i zapisów, ale nie oznacza też, że mają prawo je ignorować. Są powody, dla których wymaga się trzech czytań projektu ustawy, są powody, dla których musi być czas, by zgłaszane poprawki można było przeczytać i podjąć nad nimi refleksje. Nie wszystko można tłumaczyć pośpiechem i okolicznościami. Prawo to kręgosłup i drogowskaz. Jeśli uznamy, że to niepotrzebne, nawet nie zorientujemy się, że zmierzamy w złym kierunku.
9. Przykład łódzkiego radnego PiS, który zaszokowany i zdegustowany tym, co wydarzyło się w Sejmie, zrezygnował z członkostwa w partii wyrażając publiczny sprzeciw odnośnie praktyk, które powyżej opisałem, daje nadzieje – pokazuje, że nawet w tym szalonym chocholim tańcu można się jeszcze opamiętać, że choć tłum czasem wyłącza mechanizm indywidualnej refleksji, to nagle, w chwili ciszy, przychodzi opamiętanie. Że choć naturalnym mechanizmem jest usprawiedliwianie i racjonalizowanie wszystkich decyzji podejmowanych przez środowisko, w którym się jest (to też moje osobiste doświadczenie), to wystarczy ten jeden raz nie zignorować ukłucia w sercu, wyrzutu sumienia i nawet cichego okrzyku przyzwoitej części duszy, by móc się z tego wyrwać. Z tą nadzieją, która we mnie nie umiera, patrzę w stronę tych ludzi w Sejmie, których znam osobiście i wiem, że te przyzwoitość w sobie mają. Bo czas politycznych harców kiedyś dla każdego minie – a co pozostanie, poza dojmującym wstydem?
10. Nasze dzieci mają uczyć się zdalnie, a w sklepach nie ma drukarek. Mamy siedzieć w domu i nie biegać po sklepach, a od tygodnia nie mogę kupić drożdży, by piec samemu chleb. Moje córki szyją cały weekend maseczki, a posłowie robią sobie w nich selfie, albo noszą je na czubku głowy. Mamy niesamowity czas, gdy siła państwa stają się jego obywatele i którzy, MIMO starań polityków, jakimś cudem nadal dają sobie radę. Dziś życzenie „obyśmy tylko zdrowi byli” nabrało zupełnie nowego znaczenia i z całą mocą tego Wam i sobie życzę.

Powiązane tematycznie

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Wykorzystujemy pliki cookies do prawidłowego działania serwisu, aby oferować funkcje społecznościowe, analizować ruch na portalu i prowadzić działania marketingowe. Więcej informacji znajdziesz w polityce prywatności. Czy zgadzasz się na wykorzystywanie plików cookies? Akceptuję Wyjaśnienie