Image default
Felietony Polityka Redakcja poleca

Czego oczekuję od Prezydenta RP?

Wiem, na kogo chcę zagłosować w majowych wyborach prezydenckich. Wiem, co nie znaczy, że zamierzam spierać się z tymi, którzy mają inny pomysł. Nie zamierzam się na nich obrażać, potępiać ich albo odbierać im prawa do postępowania zgodnie ze swoimi przekonaniami – to są wybory, czyli mamy wybór.

Jedyne, co chcę i mogę robić, to opowiedzieć, jak myślę i czym się kieruję. Będę chciał pokazać to, co mnie porusza, inspiruje, zachęca i daje mi nadzieję. Być może komuś to w czymś będzie pomocne – jeśli tak: super! Jeśli ktoś wie wszystko, ma jasność i nie chce nawet otwierać się na świat innych motywacji, poglądów i przemyśleń – naprawdę, nie zachęcam do czytania. Szkoda wtedy czasu.

Czy to znaczy, że wybrany kandydat w 100% odpowiada moim poglądom? Nie – nie ma takiej osoby.

Myślę, że gdybyśmy mogli głosować tylko na kogoś, kto całkowicie i w pełni głosi nasze poglądy, musielibyśmy głosować każdy sam na siebie. Nie mam problemu z tym, jeśli czasem się różnimy – mam problem z tym, gdy nie szukamy części wspólnych, nie szanujemy się, nie chcemy słuchać i nawzajem się wykluczamy.

Mam w pamięci niezwykłą lekcję swojego kandydowania na prezydenta Gdyni: słuchając wtedy ludzi, dowiedziałem się naprawdę wiele, zdecydowanie więcej zrozumiałem i doceniłem wartość wychodzenia ze swojej bańki. Miałbym za to problem z tym, gdyby ktoś, nawet o poglądach niezwykle mi bliskich, chciał innym te poglądy narzucać i nie zostawiał miejsca – lub zostawiał go niezwykle mało – na rzetelny dialog i chęć zrozumienia innych, bez wyższości i protekcjonalności.

Jakie mam oczekiwania od przyszłego prezydenta RP?

Chciałbym, by prezydent był autonomicznym podmiotem i ośrodkiem władzy, a nie – oddelegowanym funkcjonariuszem jednej z głównych sił politycznych, elementem procedury przyklepywania i wdrażania narzuconych w parlamencie rozwiązań.

Chciałbym prezydenta, który nie reprezentuje żadnej z dwóch największych sił politycznych w Polsce, od lat splecionych w morderczym dla Polski uścisku. Uścisku, który krajowi szkodzi, ludzi rozsierdza, a tym siłom pozwala utrzymywać wytłumaczenie i powód wzajemnego istnienia.

Chciałbym, by prezydent był osobą wrażliwą, empatyczną i zainteresowaną odbudowywaniem wspólnoty, która nam dramatycznie zanika (wierzę, że jeszcze zostało coś do uratowania).

Chciałbym, by prezydentem Polski był człowiek, dla którego cel nie uświęca środków, który postępuje uważnie i roztropnie, który swoimi działaniami nie tworzy okoliczności tworzących wątpliwości co do zgodności z prawem swoich decyzji.

Chciałbym, by Prezydent RP miał świadomość, że nie chodzi o administrowanie krajem i taktykę w grach między środowiskami, ale o wizję przyszłości Polski i szanse dla kolejnych pokoleń i by podejmując decyzje myślał o ich skutkach dla przyszłych pokoleń.

Chciałbym, by Prezydent RP nie wspierał swoim działaniem rozwiązań narzuconych logiką partyjną, lecz te możliwie szeroko wypracowane z wrażliwością i uwagą.

Chciałbym, by Prezydent RP zachęcał nas do szukania wspólnoty, a nie – podkreślania różnic. By nie wykluczał, a próbował łączyć. By pamiętał, że jego pracodawcą jest naród, a nie – partia.

Chciałbym, by prezydentem Polski był człowiek, który posiadając własne poglądy, ma szacunek do osób o poglądach odmiennych i nie robi niczego, co by tym ludziom odbierało godność lub poczucie bycia równymi.

Chciałbym, by Prezydentem Polski był człowiek, który rozmawia, a nie tylko przemawia, słyszy głosy również tych, którzy mają inne zdanie niż on i tworzy możliwość, by ich glosy usłyszeć, który wspiera budowanie kultury dialogu.

Chciałbym, by prezydentem Polski był nie kunktator, a człowiek patrzący do przodu, człowiek, który trafnie odczytuje obawy, nadzieje i emocje Polaków, który aktywizuje osoby do tej pory nieangażujące się.

Chciałbym, by prezydentem Polski był ktoś, kto z sukcesami zarabiał pieniądze również w inny sposób niż żyjąc z naszych podatków.

Chciałbym, by Prezydent nie przykładał ręki do napuszczania Polaków na siebie, eskalacji złych emocji i wzajemnych podziałów.

Chciałbym, by w Polsce prezydentem był człowiek, który wolny jest od niskich zagrań, zaczepek personalnych, który dotrzymuje słowa.

Chciałbym, w przypadku gdyby Prezydent Polski był osobą wierzącą, by żył zgodnie z jej wymogami, ale nie narzucał nikomu zasad swojej wiary – co najwyżej inspirował własnym przykładem. Chciałbym też, by pilnował, by osoby wierzące nie były dyskryminowane ze względu na wyznanie.

Chciałbym, by prezydentem Polski był człowiek, który lubi i szanuje ludzi, który ma odwagę przełamywać schematy, który o wartościach nie tyle mówi, co je wciela, który nie nadużywa patosu, ale jest poważny.

Chciałbym, by nareszcie ktoś w wyborach mówił nam o Polsce, a nie – o swoich przeciwnikach.

Chciałbym, by w kampanii nie próbował Polaków straszyć, albo rozsierdzać, ale zachęcać, aktywizować, zapraszać do tworzenia i brania odpowiedzialności.

Chciałbym, by prezydentem Polski był człowiek, który potrafi zachęcić do uczestnictwa w wyborach ludzi dotychczas sceptycznych, nieufnych i niezaangażowanych.

Kierując się tymi pobudkami chciałbym, by Prezydentem Rzeczypospolitej Polskiej został Szymon Hołownia.

Jeśli masz podobne spojrzenie, podobne marzenia, tęsknoty i oczekiwania, daj znać – jest kilka spraw, w których potrzebna jest pomoc i współdziałanie.

Zygmunt Zmuda Trzebiatowski

 

Powiązane tematycznie

Zero tolerancji

Margaret Todd

Free European Media 2020 w marcu w Gdańsku

Redakcja

Deszcz w ryzach – gdyńska innowacja

Eko Animals

Dodaj komentarz

avatar
400
  Subscribe  
Powiadom o

Wykorzystujemy pliki cookies do prawidłowego działania serwisu, aby oferować funkcje społecznościowe, analizować ruch na portalu i prowadzić działania marketingowe. Więcej informacji znajdziesz w polityce prywatności. Czy zgadzasz się na wykorzystywanie plików cookies? Akceptuję Wyjaśnienie