Obraz Robert Pastryk z Pixabay
Felietony Redakcja poleca

Czego chcą młodzi Polacy?

W świecie anglosaskim starsze pokolenia zarzucają millenialsom, że jedzą „za dużo tostów z awokado”, przez co nie mogą sobie zaoszczędzić na kupno mieszkania. Również w Polsce młode pokolenie znajduje się pod ostrzałem medialnej krytyki. Liberałowie ganią je za nacjonalistyczne sympatie, prawica – za odchodzenie od Kościoła.

 

Tymczasem polska młodzież jest chimeryczna, jeśli chodzi o wybory polityczne, a z różnych badań opinii publicznej można na jej temat wyciągać sprzeczne wnioski. Przyczyna jest prosta: każde kolejne młode pokolenie jest coraz bardziej zróżnicowane. Dlatego kreślenie jej portretów jest dużo trudniejsze niż kiedyś, a wręcz mija się z celem.

 

Jedną z głównych tego przyczyn są rosnące w skali ostatnich 30 lat nierówności społeczne. W komunistycznej Polsce młodzież z różnych klas społecznych wychowywała się z grubsza na tych samych blokowiskach i chodziła do tych samych szkół. Dziś natomiast – jak pokazuje m.in. ranking warszawskich podstawówek – w których te prywatne zdecydowanie przodują – to, w jakiej urodziłeś się rodzinie, coraz silniej determinuje twoją przyszłość, a co za tym idzie – styl życia, aspiracje i punkt widzenia na politykę.

 

Oczywiście można ten stan rzeczy postrzegać również jako wynik demokratyzacji kraju: w komunistycznej Polsce nie było mowy o pluralistycznej debacie publicznej, a dostęp do globalnej kultury był mocno ograniczony. Dzisiaj, w czasach późnej globalizacji i baniek informacyjnych młodzi nie mają już wspólnych kodów kulturowych, a niejedna studentka mieszkająca w dużym mieście ma więcej wspólnego ze swoją szwedzką czy rumuńską odpowiedniczką niż kolegą, z którym chodziła do szkoły podstawowej w małym mieście.

 

Wszędzie tak jest, ale w byłym bloku wschodnim zmiany te zachodzą bardzo dynamicznie i niekiedy nieprzewidywalnie. I liberałowie, i prawica mają do pewnego stopnia rację: polska młodzież według badań Pew Research Center sekularyzuje się najszybciej (!) na świecie (zaledwie 26 proc. młodych Polaków i Polek uczęszcza na mszę, a 16 proc. twierdzi, że religia jest dla nich ważna), a jednocześnie powszechny wśród młodych jeszcze w latach dwutysięcznych liberalizm ustąpił miejsca fascynacjom nacjonalistycznym.

 

Ale to tylko połowa prawdy: w grupie wiekowej 18-29 znacząco większym poparciem niż w innych pokoleniach cieszy się zarówno nacjonalistyczna Konfederacja, jak i lewicowa koalicja – dużo mniejszym z kolei liberalno-konserwatywna Platforma Obywatelska i narodowo-konserwatywne Prawo i Sprawiedliwość, których odwieczny konflikt wyznacza rytm polityczno-medialnej debaty. W debacie tej młodzi nie czują się reprezentowani, zapewne dlatego, że jest ich dużo mniej niż starszych wyborców (dzietność w Polsce od połowy lat osiemdziesiątych nieustannie spada i wynosi obecnie 1,32).

 

Polaryzacja wśród młodych dotyczy przede wszystkim tematów tożsamościowych (progresywizm vs nacjonalizm) i wyraźnie przebiega po linii genderowej: na lewicę głosują raczej młode kobiety, na nacjonalistów – młodzi mężczyźni, co związane jest – podobnie zresztą jak w Niemczech czy USA – z wyższym poziomem wykształcenia i mobilności dziewcząt.

 

Polaryzacja ta przekłada się również na stosunek młodych do Unii Europejskiej, który według jednych badań jest coraz bardziej pozytywny, według innych – w porównaniu do europejskich równolatków i starszych pokoleń Polaków jest wyjątkowo zły. Ale nawet proeuropejskość może być przez młodych różnie pojmowana: inne oczekiwania i wyobrażenia o Unii będzie miała stypendystka zachodniej uczelni, inne – młody chłopak pracujący na czarno na budowie w jednym z europejskich krajów.

 

Jednocześnie młodzi w mniejszym stopniu niż starsze pokolenia interesują się polityką (frekwencja w ostatnich wyborach parlamentarnych w grupie 18-29 wyniosła ok. 46,4 proc. wobec średniej 61,7 proc.), ale to właśnie ci, którzy się w nią angażują, widoczni są na polskich ulicach. Największe polskie coroczne demonstracje – z jednej strony będzie to domagająca się praw dla osób LGBT+ Parada Równości, z drugiej – nacjonalistyczny Marsz Niepodległości – organizuje właśnie młodzież.

 

Czy w obliczu takiego zróżnicowania polskiej młodzieży można powiedzieć coś spójnego na temat jej problemów i oczekiwań? Tego zadania podjął się ekonomista Jakub Sawulski, autor książki Pokolenie ’89. Młodzi o polskiej transformacji.  Sawulski słusznie wskazuje, że młode pokolenie Polaków w odróżnieniu od starszych – a tym samym mainstreamu debaty publicznej – nie ocenia polskiej transformacji przez pryzmat jej przebiegu, lecz skutków, a ponadto porównuje swój poziom życia do bogatszych państw, a nie do PRL, którego nie pamięta.

 

I tu zaczynają się schody: bo aspiracje pokolenia wychowanego przez hurraoptymistyczną narrację o transformacji i europeizacji Polski w momencie wejścia w dorosłość zderzyły się ze słabym państwem, patologiami polskiego wolnego rynku i możliwościami dalece niższymi niż dawne obietnice. Chodzi więc o „rzeczy, na które powinno być nas stać przy tym poziomie rozwoju, a mimo to są dla nas trudno osiągalne”. Autor porównuje postawę młodych Polaków do drugiego pokolenia imigrantów, które już nie cieszy się z awansu społecznego swoich rodziców, lecz frustruje się dyskryminacją, z jaką spotyka się w szkole i pracy ze strony „rdzennych” mieszkańców swojego kraju – w tym przypadku Europy.

 

Sawulski dzieli swoją książkę na sześć zagadnień: mieszkania, praca, demografia, emerytury, edukacja oraz zaangażowanie polityczne. Z jego badań wyłania się dość ponury obraz perspektyw, jakie mają przed sobą w Polsce młodzi dorośli. Mimo to, że bezrobocie wśród młodych należy obecnie do najniższych w Europie (co jest wynikiem dobrej koniunktury gospodarczej, ale i masowej emigracji w latach dwutysięcznych), a do kraju ściągają setki tysięcy imigrantów, młodym Polakom brakuje stabilności w każdej właściwie dziedzinie życia.

 

Prekaryzacja młodego pokolenia to ogólnoeuropejski problem, który po kryzysie 2008 r. w szczególny sposób dotknął kraje Europy Południowej, a w Polsce przybrał formę niemalże patologiczną. Wskaźniki gospodarcze Polski przeszły przez kryzys suchą stopą, ale odbyło się to właśnie kosztem młodych. Jedną z największych zmor polskiego rynku pracy są tzw. „umowy śmieciowe”. To tymczasowa tania forma zatrudnienia pozbawiająca pracownika ubezpieczeń społecznych, zdrowotnych i emerytalnych oraz przywilejów z tytułu prawa pracy (w tym urlopów). Obecnie w ten sposób pracuje prawie 30% Polaków – przede wszystkim młodych.

 

Sawulski omawia też badania, z których wynika, że jakość polskich miejsc pracy należy do jednej z najniższych w Europie, a wpływa na to nie tylko forma zatrudnienia, ale i wysokość płac, warunki i czas pracy, szanse na rozwój czy work and life balance. Tylko w Grecji, Rumunii i Hiszpanii jest pod tym względem gorzej.

 

Fatalnie wygląda również sytuacja mieszkaniowa młodych Polaków: o ile starsze pokolenia cieszą się mieszkaniami, w których zamieszkały jeszcze w czasach PRL, ceny wynajmu mieszkań w dużych miastach nierzadko przekraczają zarobki. Pracownicy, którzy nie mają umowy o pracę na czas nieokreślony, nie mogą też liczyć na kredyt hipoteczny. Efekt jest taki, że 46 proc. Polaków w wieku 25-34 mieszka z rodzicami, co plasuje Polskę w niechlubnej czołówce w skali Europy.

 

Do tego dochodzi kiepski stan instytucji opieki, ochrony zdrowia i edukacji. O ile młodzi Polacy – przynajmniej ci mieszkający w dużych miastach – mogą sobie pozwolić na namiastkę życia na poziomie swoich zachodnioeuropejskich równolatków, co przez lata im obiecywano, o tyle trudno przychodzi im decyzja o założeniu rodziny. Za żłobek, przedszkole, dostęp do lekarza specjalisty czy dobrą szkołę trzeba w praktyce zapłacić niemałe pieniądze. Wprowadzony przez rząd PiS-u dodatek na dziecko rozwiązuje ten problem tylko częściowo i „naokoło”.

 

Z kolei dramatycznie niska dzietność to zapowiedź kłopotów z emeryturą, gdzie według obliczeń Sawulskiego w 2060 roku seniorzy będą mogli liczyć na emeryturę w wysokości, co najwyżej 24 porc. swoich zarobków.

Z tymi i wieloma innymi diagnozami Sawulskiego zgadzają się opublikowane niedawno badania Oswajanie niepewności przeprowadzone przez ekonomistów ze Szkoły Głównej Handlowej. Wyszło w nich – pomijając sprzeczności wynikające z niskiego poziomu świadomości ekonomicznej – że większość młodych Polaków życzy sobie większej dozy państwowej kontroli nad kapitalizmem: stabilnych etatów i ochrony polskich firm przed dominacją zagranicznego kapitału.

 

Młodzi Polacy z pewnością mają mniejsze kompleksy niż liberałowie starszego pokolenia, są lepiej wykształceni i w bardziej naturalny sposób odnajdują się w Europie, ale na peryferyjną globalizację i kondycję liberalnej demokracji patrzą bardziej krytycznym okiem. Nie podoba im się, że w swoim kraju – stawianym za wzór transformacji – mają dalece mniejsze możliwości i płace niż ich zachodnioeuropejscy rówieśnicy i rówieśniczki. A już na pewno mniejsze niż te, które obiecywano im w dzieciństwie, czyli jeszcze przed plagą prekaryzacji pracy i pogorszenia sytuacji mieszkaniowej w całej Europie.

 

U jednych – zazwyczaj tych lepiej wykształconych, zamieszkałych w dużych miastach – krytyka ta przybiera lewicowe szaty, co wpisuje się zresztą w amerykański i europejski trend millenial socialism. Innym – liczniejszym – do gustu przemawia prawicowy czy wręcz skrajnie prawicowy populizm, co w przypadku mniej uprzywilejowanych grup jest również tendencją ogólnoeuropejską.

 

Istnieją oczywiście pewne niuanse kulturowe, które wpływają na postawy polskiej młodzieży: tradycyjna polska przekora, brak zaufania do instytucji czy mentalność „oblężonej twierdzy” w postrzeganiu polityki międzynarodowej. Ale rozczarowanie europejskim establishmentem i strach przed przyszłością w obliczu upadku marzenia o „końcu historii” łączy młodych w całym świecie zachodnim. Zarówno tych, którzy biegają na demonstracje klimatyczne czy feministyczne, tych, którzy skandują antyimigranckie hasła, jak i tych, którzy w zaangażowanie polityczne nie wierzą.

 

Dopóki politycy nie znajdą odpowiedzi na palące wyzwania, które przyniosła młodym globalizacja – albo ci nie wezmą spraw w swoje ręce – trudno się spodziewać, by to młodzież paliła się do obrony liberalnej demokracji w jej obecnym kształcie. Czy to w Polsce, czy gdziekolwiek indziej.

Kaja Puto – publicystka i redaktorka zajmująca się tematyką Europy Wschodniej oraz migracji. Związana z Krytyką Polityczną, stowarzyszeniem reporterów Rekolektyw i stowarzyszeniem n-ost – The Network for Reporting on Eastern Europe. W latach 2015-2018 wiceprezeska wydawnictwa Ha!art.

Powiązane tematycznie

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Wykorzystujemy pliki cookies do prawidłowego działania serwisu, aby oferować funkcje społecznościowe, analizować ruch na portalu i prowadzić działania marketingowe. Więcej informacji znajdziesz w polityce prywatności. Czy zgadzasz się na wykorzystywanie plików cookies? Akceptuję Wyjaśnienie