O tym, jak głosowałem 5 lat temu i dlaczego zmieniłem zdanie
Felietony Polityka Redakcja poleca

O tym, jak głosowałem 5 lat temu i dlaczego zmieniłem zdanie

Za kilka dni, pewnie 6 lutego, zostanie ogłoszona data wyborów prezydenckich. Mogłaby już być ogłoszona i dwa tygodnie temu, ale wiadomo, że chodzi o to, by jak najbardziej skrócić czas zbierania podpisów, co utrudni życie kandydatom bez gotowych struktur i jak najbardziej skrócić samą kampanię.

Zanim ona ruszy, ostatnie spojrzenie za siebie. Razy mogą teraz polecieć z różnych stron, ale nie mam z tym szczególnego kłopotu, bo taki los ludzi, którzy mówią szczerze, a w dodatku pozwalają sobie na zmianę zdania. I takie czasy, że gdy można w kogoś walnąć, wielu chętnie się odwinie i pacnie. Zatem śmiało 

5 lat temu z wielkimi nadziejami i przekonaniem głosowałem w wyborach prezydenckich na Andrzeja Dudę – zarówno w I jak i w II turze. Z dużą radością przyjąłem jego zwycięstwo, wierząc, że ten młody człowiek, dobrze wykształcony, prawnik, konserwatysta z ważnym w swej biografii epizodem harcerskim, odwołujący się do ważnych dla mnie wartości, nie budzący kontrowersji swoim trybem życia, uczyni ze swojej prezydentury dobry użytek w służbie Ojczyźnie, wartościom i wspólnocie narodowej oraz będzie strażnikiem tej wspólnoty i punktem odniesienia.

W kolejnym okresie, gdy wielu w niego już zwątpiło, zawiodło się i okazywało fundamentalne rozczarowanie, ja nadal wierzyłem. Bardzo zależało mi na jego obecności na 90- leciu Gdyni i sporo wysiłku i zaangażowania włożyłem by było to możliwe.

Byłem dumny, goszcząc Prezydenta RP na uroczystej Sesji Rady Miasta Gdyni 10 lutego 2016 roku w Teatrze Muzycznym, choć w tym samym czasie przed tym teatrem stała demonstracja KOD.

Byłem poruszony, uczestnicząc na jego zaproszenie w święcie samorządowców oraz na uroczystościach z okazji kolejnej rocznicy uchwalenia Konstytucji 3 Maja i nigdy tych zaproszeń nie ignorowałem.

Sekundowałem mu naprawdę długo, ile miałem sił i energii, mimo sceptycyzmu ludzi wokół, mimo manifestacji, protestów, zdziwień otoczenia, mimo rosnącego osobistego rozczarowania.

Nie wiem, co konkretnie przeważyło, było tym jednym krokiem za daleko, jednym gestem za bardzo, jedną decyzją (lub jej brakiem) za wiele – ale jestem po tej stronie, gdzie zostało już tylko rozczarowanie, smutek i poczucie, że znów się nie udało.

Znów za bardzo chciałem, za długo wierzyłem i za długo widziałem świat takim, jakim chciałem go widzieć, a nie takim, jakim był.

Cofnąć się nie mogę, jestem pięć lat starszy, oby choć odrobinę mądrzejszy, na pewno bogatszy w wiedzę o to, co wydarzyło się przez ten okres i nie mogę udawać, że to się nie wydarzyło.

Zestaw kandydatów będzie inny i nie wiem co czeka mnie w II turze – w pierwszej mam jasność, że mogę i powinienem zagłosować inaczej niż wtedy i to zrobię, bo nawet moja naiwność ma granice. Bo choć chętnie daję ludziom szanse i im ufam, ale gdy mnie zawodzą, to jestem zawiedziony i nie mam syndromu sztokholmskiego.

Uczę się na błędach, których popełniam pewnie wiele, ale nigdy dwa razy tego samego.

Zachowuję w sercu sympatię dla Andrzeja Dudy jako człowieka. Nie mam do niego pretensji, że nie sprostał, że nie był samodzielny, że nie dorósł do autonomii, że nie stał się punktem odniesienia – widać nie mógł w tej konfiguracji.

Nie powinienem być chyba zdziwiony – przecież zjawisko, gdy silny lider namaszcza ludzi na pozornie autonomiczne stanowiska, a oni w całości mu się podporządkowują, obserwuje też lokalnie – i wszędzie działa to tak samo, dlaczego więc tu miałoby być inaczej?

Liderzy mają moc, siłę, autorytet i tam, gdzie sami być nie mogą, oddelegowują tych, na których absolutne oddanie i lojalność mogą liczyć. Nie mam wątpliwości, że Andrzej Duda to człowiek, który chce dobrze i który na miarę swoich możliwości, również mentalnych, stara się postępować dobrze dla dobra Polski – wygląda jednak, że ograniczenia – te w nim i poza nim – są zbyt duże.

Mam jednak realne pretensje, że jako prezydent włożył bardzo dużo od siebie w dzielenie naszej wspólnoty, podkreślanie różnic, w paskudzenie języka debaty publicznej.

Mam pretensje o to, że godził się na rzeczy, na które nie musiał – choćby nocne, potajemne zaprzysięgania osób na kolejnych stanowiskach. Że nie próbował, nawet w sferze gestów, budować czegoś wychodzącego poza swoje partyjne środowisko, że nie spróbował być prezydentem nas wszystkich.

Że mówił o rzeczach i wartościach dla mnie ważnych, ale ich nie realizował, że był wybiórczy i tendencyjny w ocenie zjawisk, przykładając do innych różną wagę.

Że przestał być dla mnie wiarygodny. Że wolał przemawiać niż rozmawiać, a rozmawiał tylko ze swoim środowiskiem.

Że postanowił porzucić ludzi o poglądach centroprawicowych i wolał schlebianie tanim gustom i prostym potrzebom.

Że, często trafnie diagnozując problem, zgadzał się na złą i nieskuteczną terapię, zamiast proponować i wspierać leczenie.

Że zgadzał się, łatwo szybko i konsekwentnie na działania, co najmniej kontrowersyjne prawnie.

Że nie próbował tonować nastrojów, tylko podgrzewał i nadal podgrzewa.

Że jest zakładnikiem swojego środowiska, a nie taka jest rola prezydenta. Był bierny, nie korzystał z inicjatywy ustawodawczej, nie próbował być mediatorem czy rozjemcą. Jestem tym potężnie rozczarowany i do tego rozczarowania szczerze się przyznaję.

5 lat temu oddałem swój głos, powierzyłem zaufanie i dołożyłem swoją cegiełkę do zatrudnienia Andrzeja Dudy jako Prezydenta RP na okres 5 lat. Dziś jesteśmy w punkcie, gdy jako naród ponownie mamy podjąć decyzje o zatrudnieniu – na aktach osobowych dotychczasowego prezydenta mojej parafki nie będzie.

Pewnie zainteresowany mocno się tym nie przejmie i szlochać nie będzie, ale nie to jest moim celem i motywacją.

Piszę to po to, by dać otuchę tym, którzy po tych pięciu latach czują się podobnie jak ja – i by dać im impuls do działania i odwagę do nazwania swoich uczuć i odczuć. Nie jest łatwo przyznać się nawet przed samym sobą do rozczarowania, ale tak jest uczciwie i w ostatecznej perspektywie – po prostu lepiej.

Tyle jeśli chodzi o patrzenie za siebie – od jutra nowy miesiąc, a patrzę już tylko do przodu, z nową nadzieją i planuje się nią z wami dzielić. A zdjęcie bardzo lubię.

O tym, jak głosowałem 5 lat temu i dlaczego zmieniłem zdanie

Autor:   Zygmunt Zmuda Trzebiatowski

Powiązane tematycznie

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Wykorzystujemy pliki cookies do prawidłowego działania serwisu, aby oferować funkcje społecznościowe, analizować ruch na portalu i prowadzić działania marketingowe. Więcej informacji znajdziesz w polityce prywatności. Czy zgadzasz się na wykorzystywanie plików cookies? Akceptuję Wyjaśnienie