Kultura Recenzje

Ukraińcy nie będą wkur***ne*. „Więzi” w Teatrze Wybrzeże

Dlaczego są nam potrzebni

Nikt nie wie, ilu ich u nas tak naprawdę jest. Według różnych źródeł od 900 tysięcy do ponad dwóch milionów. W tym roku otworzą się dla nich Niemcy, więc może będzie ich mniej, ale niekoniecznie. Spotkać ich można w coraz bardziej zaskakujących miejscach, ale zawsze są na nocnej zmianie w hipermarkecie – ustawiają towary na półkach.

Taras Szewczenko to mało, to co najwyżej Kolberg+. Nie dołożyli wiele do kotła światowej kultury, za to w sporcie mają kilku nieśmiertelnych (Kliczkowie, Bubka, Szewczenko – Błochin chyba nie). Dzięki nim konkretnie Surkisowi, który wiedział ilu „Rumunów” „przekonać”, mieliśmy EURO, które nas połączyło także sportowo: ani oni, ani my nie wyszliśmy z grupy a grupę mieliśmy przecież łatwą. Wielu z ich polityków powinno siedzieć w więzieniach, dobro wspólne rozgrabili oligarchowie, kijowski Majdan był finansowany z zewnątrz. Uwolnić Olega Sentsova i Femen.

Media donoszą, że nigdy nie było jeszcze tak źle w stosunkach politycznych między Polską a Ukrainą, we Lwowie rok 2019 ogłoszono Rokiem Stepana Bandery i OUN. Mamy nierówne rachunki do spłacenia, to oni byli sprawcami ludobójstwa, nie my. No i odra.

Ciągle jest tam najtaniej, dzięki czemu czujemy się lepsi. Lubimy kraje, w których mają gorzej. Możemy wtedy poszaleć imprezowo i nawet bez bólu przelicznikowego dać napiwki – wszak nic lepiej nie karmi naszego egoizmu jak altruizm.

 

Nieciekawe historie nieciekawych ludzi

Chyba największą zdobyczą rewolucji godności jest to, że więcej osób nie boi się mówić po ukraińsku

Irina, kijowianka

W naszym odbiorze Ukrainy i Ukraińców, zresztą jak w odbiorze wszystkiego, dominują stereotypy i kompleksy. Jest ich wiele, adekwatnie do wielkości obszaru pod flagą żółto-niebieską. Miałem przyjemność wielokrotnie odczuć i odchorować (śmiech) ukraińską gościnność, mam też jak najlepsze zdanie o narodzie na poziomie relacji osobistych. Dlatego jestem bardzo i piętrowo wręcz smutny po najnowszej premierze w Teatrze Wybrzeże. Na scenie Starej Apteki pięcioro doświadczonych i szanowanych aktorów Teatru Wybrzeże odegrało zbiór luźno powiązanych ze sobą scenek, co samo w sobie nie jest jeszcze zarzutem. Grają członków rodziny: Matkę (Małgorzata Brajner), Babcię (Agata Bykowska), Brata (Jacek Labijak) i Ojca (Krzysztof Matuszewski) Oleny, w której postać wcieliła się Katarzyna Dałek. Poza tym pierwsza czwórka występuje jeszcze w wielu innych rolach i scenkach. Ratują spektakl.

Nie wiadomo, co tę rodzinę bardziej trzyma: więzy czy więzi? Olena przedstawia ich jako „typową ukraińską rodzinę”, która je barszcz ukraiński z pierogami ruskimi starymi polskimi widelcami. Brat, nacjonalistyczny ultras, je barszcz w „doniecko-rosyjski, napierdalający, prostacki sposób”. Poza tym przedstawi cenną dla nas typologię dresiarzy ukraińskich i będzie podawać teksty nacjonalistyczne dowcipnie skwitowane na ekranie jako sponsorowane przez ukraińskie Ministerstwo Prawdy Historycznej.

Ojciec natomiast, „przedstawiciel tak zwanej wszawej inteligencji ukraińskiej – co to wraz z upadkiem Związku Radzieckiego upadła społecznie i materialnie” informuje, że jest jedyną osobą, która jest w stanie przeprowadzić wstępną analizę tej rodziny. Ta rodzina nie ma prawa istnieć, ponieważ składa się z osób, które – gdyby nie były rodziną – natychmiast by się pozabijały. Właściwie nie ma żadnego innego powodu, dla którego pięć tak różnych osób miałoby zasiadać codziennie do wspólnego stołu. A jednak się zasiada”. Poza tym dużo ludowości (kwiaty, kostiumy w ukraińskie wzory i kolory, oczywiście czerwony i zielony), folia bąbelkowa i kartony. Zabrakło tylko słoniny.

Postaci Babci i Matki są już mniej charakterystyczne, ale i one, jak wszystkie pozostałe, są metateatralne. W spektaklu pojawiają się częste dygresje, grepsy, burzenie czwartej ściany – ma być dowcipnie i „nowocześnie”. Rozważania językowe mogą zaskakiwać nieznających realiów (rozróżnienie na Ukrainie czy w Ukrainie, podobnie jak na czy w Litwie to wręcz manifest niepodległości), rozczarowała niskiej jakości teatralność i znaki. Odniosłem wrażenie, że jestem na próbie z cyklu „niech każdy przyniesie coś najlepszego” i że aktorzy świetnie się bawią. Potwierdziła się stara prawda, że gdy performerzy świetnie się bawią, publiczność niekoniecznie.

Trochę prawdy i wzruszenia

Piorunujące wrażenie robi dokumentalny zapis z Majdanu charkowskiego. To powinien zobaczyć każdy, kto chciałby podjąć próbę zrozumienia Ukrainy a swoją wiedzę opiera na mitologii Majdanu kijowskiego. Przemawia jeszcze kilka fragmentów z opisu Oleny: podróż do Polski, Krym, poza tym trochę Doniecka, trochę o podziale, ukraińska Arahja. Ale to wszystko za mało, by przekonać.

Więzi w Teatrze Wybrzeże: fragment spektaklu (próba medialna)

Gdzie dramaturgów dwóch a nawet troje

„Więzi” powstały na podstawie dzienników i relacji reżyserki, Oleny Apczel, uczestniczki większości przytoczonych wydarzeń. Nad tekstem pracowali początkowo chyba dwaj dramaturdzy: Michał Buszewicz i Jarosław Murawski (ostatecznie w programie tylko Murawski). Podejrzewam, że praca trwała do ostatnich chwil, świadczy o tym także wyjątkowo ubogi w treści, jak na standardy Teatru Wybrzeże, program. Ostateczny tekst sceniczny jest bardzo nierówny, dziecinne pytania przeplatają się z subiektywnymi opowieściami na wyrwane tematy. Autorka (?) zabezpiecza się w końcowej, nagranej i „puszczonej” z offu wypowiedzi:

OLENA (audio)

No i to mi się podoba! Półtorej godziny o mnie. I to, że mnie tu nie ma — też mi się podoba. A są polscy aktorzy, na polskiej scenie, w polskich ciuchach, za polskie pieniądze. Mówią tekst napisany przez polskiego dramaturga, a nawet dwóch, którzy mnie tak do końca nie zrozumieli. A może i zrozumieli, tylko ja nie rozumiem, że zrozumieli.

To wszystko przez źle przeżyte życie i poczucie daremności

Obraz Ukrainy i Ukraińców w „Więziach” jest przygnębiający. Los tego kraju i jego mieszkańców jest dużo smutniejszy niż Polski i Polaków. My, dla nich maleńkij zapad, mamy przynajmniej jakieś elementy standardów państwowych a i tak jesteśmy sfrustrowani. Na/w Ukrainie jest po prostu beznadziejnie pod tym względem. Życząc oczywiście jak najlepiej, trudno oczekiwać, żeby zadowalające standardy zapanowały jeszcze w tym wieku, stopień „zacofania obywatelskiego” jest trudny do wyobrażenia dla nas, liderów wolnościowych dawnego bloku wschodniego. Z czego to wynika? Czy tylko z zaborczej polityki sowieckiej? Niskiej kultury społecznej?

Jestem pewna, że większość Ukraińców będą strasznie wkurwione na to, co zrobiłam, bo to nie jest wystarczająco patriotyczne. 

Olena Apczel podczas rozmowy na próbie medialnej (wideo poniżej od 18:13)

Więzi w Teatrze Wybrzeże: mówią Olena Apczel i Jarosław Murawski

Ukraińcy nie będą wk***. Nie będą mieli na to czasu w pogoni za godnym życiem. My także to przeżywaliśmy i przeżywamy nadal, choć na mniej dramatycznym poziomie i chyba potrafimy uruchomić empatię. Widać to zresztą na co dzień, Polacy są przyjaźnie nastawieni do Ukraińców i z wzajemnością. Jednak oczekiwania w stosunku do spektaklu młodej, mało znanej Ukrainki w jednym z najlepszych dzisiaj teatrów w Polsce były dużo większe.

Trylogia „kresowa”

„Więzi” zamykają trylogię Teatru Wybrzeże, którą otworzyła z przytupem „Śmierć białej pończochy”, potem byli „porządni” „Ruscy” i na koniec dzieło nieudane, choć na ważny temat. Wydaje się, że szczególnie twórczyni, mówiąc kolokwialnie, a do tego zachęca język sceniczny, nie „ogarnęła” problemata, przez co trudno ze spektaklem „porozmawiać”, o tańcu nie wspominając. „Więzi” nie pomagają widzowi próbującemu zrozumieć zawiłości ukraińskie i nie dostarczają ciekawych perspektyw oglądu. Stwierdzenia w rodzaju „Ukraina jest wielka i różnorodna”, to bezpieczna i niepotrzebna relatywizacja. Szkoda tematu.

To tym bardziej smutne, że młody teatr ukraiński jest ciekawym zjawiskiem a nowy dramat śrubuje poziom (zauważył to nawet J. Kopciński, który nie uznaje offu i teatru muzycznego za godny teatr). Trylogia jest swoistym benefisem Krzysztofa Matuszewskiego, który dla realizatorów wydaje się być uosobieniem człowieka Wschodu (uśmiech).

Doceniając „spojrzenie na Wschód” czekam z rosnącym zniecierpliwieniem na tematy polskie i gdańskie. Teatr, jeśli ma być ważny i potrzebny, musi ustosunkowywać się do rzeczywistości i poruszać istotne, czyli trudne dla lokalnej społeczności tematy. Teatr Wybrzeże jest jedyną sceną w naszym regionie, która potrafiłaby zrobić to na ogólnopolskim poziomie. Czy się odważy?

Więzi w Teatrze Wybrzeże: premierowe oklaski i ukłony

Jarosław Murawski, Michał Buszewicz na podstawie dzienników i relacji Oleny Apczel, Więzi. Reżyseria: Olena Apczel, Dramaturgia: Jarosław Murawski, Scenografia, kostiumy: Natalia MleczakŚwiatło, video,: Szymon Kluz, Asystent reżysera: Katarzyna Dałek, Inspicjent, sufler: Katarzyna Wołodźko. W spektaklu występują: Małgorzata Brajner – Matka oraz Urzędniczka / Obca Kobieta / Sprzedawczyni, Agata Bykowska – Babcia oraz Ukraińska Sąsiadka / Starsza Obca Kobieta, Katarzyna Dałek – Olena, Jacek Labijak – Brat oraz Chłopak / Pogranicznik / Żołnierz / Obcy Mężczyzna, Krzysztof Matuszewski – Ojciec oraz Oficer / Polski Sąsiad. Premiera: Scena Stara Apteka Teatru Wybrzeże w Gdańsku, 6 stycznia 2019, czas trwania: ok. 115 minuit bez przerwy.

Recenzja najnowszej premiery w Teatrze Wybrzeże.

Powiązane tematycznie

Wielki bal karnawałowy

Masz pomysł na kulturalne wydarzenie? Zgłoś się do IKM i zyskaj nawet 4 tysiące złotych

Kultura i rozrywka

Muzyka, moda, historia- dynamiczny rok w Muzeum Miasta Gdyni

Kultura i rozrywka

Wpisz komentarz

* By using this form you agree with the storage and handling of your data by this website.

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej Akceptuję Wyjaśnienie